Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kokos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kokos. Pokaż wszystkie posty

17 stycznia 2013

138.

Pieczona quinoa na wodzie kokosowej ze świeżym kokosem i jogurtem greckim

Do tej pory w uszach dźwięczy mi odgłos moich usilnych prób rozłupania kokosa. Po dobrych dwudziestu minutach nieudolnych zmagań dopiero mama przyszła mi z pomocą i rozprawiła się z nim za pomocą siekiery. Jeszcze wczorajszego wieczora prawie połowa zdążyła już zniknąć; będę gruba, ale przynajmniej szczęśliwa (to żart, jeżeli ktoś nie zdoła się zorientować). Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać, a o wizycie u ginekologa. Miałyśmy z mamą wizytę umówioną na 18, ale lekarz przyjął nas w końcu niewiele przed 20. Jako że zaczęło mi się z lekka nudzić, bo ile w końcu można oglądać TVP Kraków, nie mając perspektywy na żadne lepsze zajęcie, zaczęłam przeglądać wyniki badań. Oczywiście nic z nich nie rozumiejąc, niewiele myśląc, wrzuciłam nazwę choroby w wyszukiwarkę w telefonie. Naczytałam się o jakichś guzach mózgu, które ją wywołują i mało nie uciekłam spod gabinetu. W końcu jednak skończyło się na tym, że ginekolog wykluczył tę możliwość i przepisał plasterki antykoncepcyjne, żeby póki co sztucznie wywołać okres. Zanim jednak do tego doszliśmy, zdążył zadać mi w obecności mamy sekstylion niezbyt dyskretnych pytań - kiedy ginekolog coraz bardziej drążył temat, ja z mamą oczywiście co chwilę wybuchałyśmy śmiechem, a on - zachowując przy tym pełną powagę - patrzył na nas z niesmakiem. Jeżeli uda się nam wywoływać miesiączkę przez trzy miesiące, będę mogła odstawić plastry i istnieje jakiś tam cień szansy, że właśnie dzięki nim ureguluje mi się poziom hormonów i okres samoczynnie powróci. Póki co muszę jednak (niezbyt) dumnie paradować z plastrem antykoncepcyjnym na ramieniu. Jeszcze przed powrotem do szkoły mam jednak zamiar zmienić to miejsce na mniej strategiczne, tj. na któryś z pośladków. (;


PIECZONA QUINOA

          75 g komosy ryżowej
          150 ml wody kokosowej (użyłam kupnej, która zalegała 
          w kuchennych czeluściach, bo ta z mojego kokosa 
          smakowała dość "podejrzanie" :D)
          50 g świeżego kokosa (myślę, że można go nawet 
          zastąpić namoczonymi wiórkami, ale tymi większymi)
          białko jajka
          szczypta soli
          szczypta sody oczyszczonej
          +jogurt grecki (light - pozdrawiam anonimów) do podania

Komosę zalewam wodą kokosową i gotuję przez 20 minut do wchłonięcia płynu. Nie musi być zbyt rozgotowana, bo i tak zmięknie jeszcze w trakcie pieczenia. Białko ubijam na sztywną pianę ze szczyptą soli i sody oczyszczonej. Do przestudzonej komosy dodaję rozdrobniony miąższ kokosa, dokładnie je ze sobą mieszam. Następnie dodaję do nich ubite białko i wszystko delikatnie ze sobą łączę. Przekładam masę do kokilki i piekę 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Podałam z jogurtem greckim, choć w tej kwestii jest już całkowita dowolność.

OBSERWUJĄ