1 maja 2013

242. wielki come back

Pieczona migdałowa owsianka nadziana budyniem śmietankowym z malinami

Boże, jak się cieszę. Przeglądam te wszystkie blogi śniadaniowe i tak bardzo mocno, a przy tym cholernie egoistycznie cieszę się, że jestem zdrowa. Jestem silna jak nigdy i mam już stuprocentową pewność, że to, co było kiedyś, nigdy nie wróci. Nauczona tymi wszystkimi doświadczeniami jestem zbyt mądra, by znowu popełnić taki sam błąd. A teraz jestem tego pewna jak nigdy dotąd.

Ostatnią pieczoną owsiankę jadłam równo 120 dni temu. Nie wiedzieć dlaczego na cztery miesiące zupełnie zapomniałam o istnieniu tego śniadania idealnego. Kiedy w końcu inne blogi śniadaniowe zaczęły mi o nim sukcesywnie przypominać, postanowiłam odświeżyć sobie smak pieczonej owsianki w iście królewskiej wersji! Zdecydowanie była warta czekania z niecierpliwością przed drzwiczkami piekarnika - zresztą co innego mi teraz pozostało? W końcu długi weekend!

PIECZONA OWSIANKA NADZIANA BUDYNIEM

          100 ml mleka owsianego
          50 g płatków owsianych
          10 g mąki owsianej
          10 g masła
          łyżka płatków migdałowych
          kilka kropel aromatu migdałowego
          szczypta soli

          75 ml śmietany 12%
          25 ml wody
          łyżka syropu z agawy
          łyżeczka mąki ziemniaczanej

Nastawiam piekarnik na 180 stopni. Kiedy się nagrzewa, zalewam płatki i mąkę owsianą gorącym mlekiem, po czym lekko dosalam i dodaję masło, a następnie odstawiam do zgęstnienia całej masy. W tym czasie przygotowuję budyń - śmietanę podgrzewam (ale nie zagotowuję!) na malutkiej patelni i wlewam do niej mąkę ziemniaczaną rozmieszaną w wodzie z syropem z agawy. Podgrzewam budyń do zgęstnienia dokładnie mieszając, by nie powstały grudki. Do napęczniałych płatków dodaję aromat i płatki migdałowe (dolałam też kilka łyżek wody, by masa była luźniejsza), jeszcze raz dokładnie wszystko mieszam i przekładam połowę masy do kokilki. Robię w pierwszej warstwie lekkie wgłębienie (tak, by w efekcie końcowym budyń był otoczony płatkami ze wszystkich stron) i nakładam na nią przygotowany budyń, a następnie szczelnie przykrywam drugą połową płatków. Wstawiam do nagrzanego piekarnika i piekę przez pół godziny. Podałam z malinami.

Tak swoją drogą - wiecie, co udało mi się upolować ostatnio oprócz tych malin? DYNIĘ. Trudno byłoby mi chyba wytrzymać bez niej do jesieni!

40 komentarzy:

  1. I co ja tu mogę napisać - hm, po prostu się cieszę, o! :-))
    Ta owsianka jest genialna, budyniowe nadzienie mnie zachwyca!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wierzę, że jestem już blisko ostatecznego wyzwolenia. I również cieszę się ogromnie, że wszystko co najgorsze mam za sobą. Nie mam jeszcze siły we własne możliwości, nie mam pewności siebie. Ale mam wiarę. I staram się jak mogę. Sięgam po szczęście coraz odważniej.

    No i nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się razem z Tobą, to wcale nie jest egoistyczne, o nie, bardzo dobrze, że jest jak jest :)

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowita owsianka.

    cieszę się za Ciebie, ale czy jesteś o tym pewna? np. ja, nikt by się pewnie nie spodziewał, ale sama miałam przyszłość i choć teoretycznie już dawno z tego wyszłam, to malucieńka część nadal ciągnie się za mną jak flaki z olejem. i jestem zdania, że jak raz się w to wpadło, to to będzie jednak do końca życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zdania, że zależy to od konkretnej osoby i tworzenie arbitralnych zasad mających mieć zastosowanie do każdego przypadku nie ma sensu. Wierzę, że właściwie odżywione mózg i ciało są w stanie osiągnąć pełnię zdrowia.

      Usuń
  4. mniam, z budyniem *_*
    cieszę się, że jesteś zdrowa <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również jestem już w pełni zdrowa i wiem, że nigdy nie popełnię tego samego błędu. Oczywiście żałuję tego, co kiedyś zrobiłam, ale przecież człowiek uczy się na własnych błędach :)
    Pieczonej owsianki nie jadłam już...dawno. Z pewnością więcej dni niż Ty, a dzisiaj właśnie mi o niej przypomniałaś. Dobrze, że mamy teraz tyle dni wolnych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny powrót do pieczonej owsianki. Z budyniem i malinami musiała smakować cudownie :)
    Miłego dnia! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Maliny wyglądają obłędnie ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  8. 120, przecież to wieczność! powiem Ci, że z tą śmietaną, to połowa blogerów tu to nie zaszaleje :DD

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja jej nigdy jeszcze nie jadłam;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że to uczucie musi być wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
  11. oby ta siła nigdy Cię nie opuszczała! :)
    świeże maliny? nie znasz litości :P

    OdpowiedzUsuń
  12. cieszę się razem z Tobą! :*
    a owsiankę dopisuję na listę "to do" :D i to jak najszybciej "to do" :D

    OdpowiedzUsuń
  13. OMG :O Wygląda fantastycznie, a te nadzienie budyniowe...nie no odpływam <3

    OdpowiedzUsuń
  14. no nie.. nie dość, że idealna to jeszcze nadziana budyniem :D przegięłaś! :D!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniałe, cudowne zdjecie! Ja chcę dobry aparat: MAMO, PROSZĘ, BŁAGAM, DAJ SIĘ NAMÓWIĆ I KUP MI!!!!!!!! :D. Owsianka pyszna, lubię takie zapiekane śniadnka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. cieszę się, że doszłaś do takiego wniosku. czytając Twojego bloga, odnoszę wrażenie, że mimo wszystko jesteś silną osobą i wierzę, że Ci się uda.
    nie wiem, gdzie ja się uchowałam, ale nigdy nie jadłam pieczonej owsianki.

    OdpowiedzUsuń
  17. 120 dni przerwy to długo! Wielki come back pieczonych śniadaniowych pyszności udany:)

    Super, że masz takie pełne optymizmu i stanowczości podejście, że to co było, już nie wróci. Jesteś na to chyba rzeczywiście za silna i za mądra, bo nauczona doświadczeniem. i to tym najlepszym (najgorszym?), bo własnym... :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Pieczoną owsiankę jadłam tylko raz, jakoś również nie mogę się zebrać chociaż wiem, że jest przepyszna. I cieszę się, że jesteś silna i najtrudniejszy okres masz za sobą. Będę trzymać kciuki by nigdy się to nie zmieniło <3

    OdpowiedzUsuń
  19. I bardzo dobrze. Ja też się cieszę i miło czytać takie słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  20. oj to super, mam nadzieje że ja też całkowicie dojde do stuprocentowej normy!
    nadziana budyniem? boże, zjadłabym *.*

    OdpowiedzUsuń
  21. jak miło czytać ,że u ciebie wszystko w porządku ,tak pozytywnie ;*
    do tego ta owsianka *-* z budyniową niespodzianką -super ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. I ja się cieszę. Mało, zbyt mało tutaj blogów wolnych od zaburzeń.
    A owsianka iście królewska, też dawno jadłam pieczoną..

    OdpowiedzUsuń
  23. Ej, a ja nigdy pieczonej nie jadłam i patrząc na Twoją żałuję.
    Ja też się cieszę Twoim szczęściem! :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz, że nigdy nie jadłam budyniu na śmietanie? Kiedyś byłabym przerażona a teraz tylko cieszę się, że spróbuję czegoś nowego;D To takie...jakby wyzwalające!
    Cieszę się, że masz takie podejście i jesteś absolutnie pewna. Ja nad tą pewnością jeszcze troszkę pracuję, ale Ty pokazałaś, że można;)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja jestem jeszcze takim okazem, który pieczonej owsianki nie jadł.
    Szukam kokilek, ale moje miasto to taka dziura, że nigdzie znaleźć nie mogę :/
    Chyba upiekę w dużym naczyniu żaroodpornym, a co :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nad taką owsianką na pewno nie kręciłabym nosem ;) Wygląda bardzo apetysznie!
    Miło czytać taki wpis jak u Ciebie, bo na większość śniadaniowców juz nawet nie wchodzę, bo na kilometr czuć, że nie jest tam "zdrowo"..

    OdpowiedzUsuń
  27. TE MALINKI! ta owsianka, oddaaaaawaj!

    OdpowiedzUsuń
  28. Te malinki kuszą, w ogóle cała owsianka.! :D Dynia.? U mnie jest dość duża ilość w zamrażalce.! :D
    A co do szkół do rozważam albo to w mojej miejscowości albo XXVIII LO w Krakowie. Chociaż, szczerze przyznam też, że chodzi mi po głowie opcja technikum, ale raczej jest bardzo odległa, no nie ma tam klasy, który trafiła by w moje gusta.

    OdpowiedzUsuń
  29. Cieszę się razem z Tobą! :**

    Uwielbiam twoje przepisy, wiesz? Zdecydowanie jesteś moją Mistrzynią. Inspirujesz.
    Podziwiam Cię za walkę.. za siłę.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Marysiu oddam Ci to słońce, bo mam go naprawdę ostatnio pod dostatkiem, ale jest jeden warunek! Przez minimum tydzień serwujesz mi śniadanie takie jak chce :* zaczynając od gofrów, poprzez tofurnik, a kończąc np na jakimś drożdżowym wypieku *marzyciel*

    OdpowiedzUsuń
  31. Ale bosko wygląda! Świeże maliny? Czarujesz :)
    Gdybym nie była taka leniwa i miała składniki to poszłabym do kuchni zrobic taką w tej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  32. wygląda kusząco :)
    miło się czyta Twoje dzisiejsze słowa :) oby ta pewność nigdy Cię nie opuszczała :)

    OdpowiedzUsuń
  33. uwielbiam pieczone, a sama ostatnio o nich zapomniałam i dopiero kilka dni jadłam :) trzeba częściej je piec!
    zdrowa? jak to dobrze, że wszystko u Ciebie w porządku. jak to dobrze, że żyjesz normalnie i, że taka normalność to dla Ciebie coś co po prostu jest i już. jest...

    OdpowiedzUsuń
  34. Uwielbiam pieczone <3 Z malinami, uwielbiam.. czekam na lato! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. gratuluję zatem siły :)

    OdpowiedzUsuń

OBSERWUJĄ