Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej arachidowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej arachidowy. Pokaż wszystkie posty

26 września 2013

390. podwójnie egoistycznie

       
Pieczoną owsiankę a'la czekoladowa babeczka Reese's nioolka zna już chyba cała śniadaniowa blogosfera - nawet ci, którzy pewnie nigdy żadnego z produktów tej firmy nie próbowali. Przyszedł więc czas i na mnie i na moją interpretację tego śniadania! Super czekoladowa i w środku, i z zewnątrz, z chrupiącym wierzchem i zaskakującym, orzechowym wnętrzem. A najlepsze w niej było to, że gdy zobaczyłam już dno kokilki... czekała na mnie jeszcze druga! ]:>

PIECZONA OWSIANKA REESE'S

     150 ml gorącej wody

     50 g płatków owsianych
     10 g mąki owsianej
     pół dużego banana
     duża kostka gorzkiej 
     czekolady
     łyżka gorzkiego kakao
            łyżeczka oleju 
     arachidowego
     pół łyżeczki sody 
     oczyszczonej
     szczypta soli
     +solidna łyżka masła 
     orzechowego do nadziania
     i kostka gorzkiej 
     czekolady na polewę*

Płatki owsiane zalałam wieczorem wrzątkiem i odstawiłam na noc. Rano dodaję do płatków mąkę, kakao, olej, sodę, sól i rozgniecionego widelcem banana i łączę ze sobą delikatnie wszystkie składniki. Dorzucam grubo posiekaną czekoladę i ponownie mieszam masę. Następnie przekładam połowę po równo do dwóch kokilek (kokilki (;), w środku umieszczam po kopiatej łyżeczce masła orzechowego i przykrywam je warstwą pozostałych płatków. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę przez pół godziny. Po upieczeniu i lekkim ostudzeniu owsianki umieszczam na wierzchu posiekaną kostkę gorzkiej czekolady, a gdy zacznie się topić, równomiernie rozsmarowuję ją po powierzchni łyżeczką.


*w sumie do przygotowania całego śniadania użyłam 25 g czekolady, bo tyle właśnie zostało mi w opakowaniu i chciałam ją zużyć do końca



Pieczona czekoladowo-bananowa owsianka nadziana masłem orzechowym z polewą czekoladową

3 lipca 2013

305. ekscentryczne calzone!

Calzone z semoliną z bananem, masłem orzechowym i serem Gruyere
vegan: pominąć ser żółty

Dwóch niezawodnych duetów - masło orzechowe&banan i masło orzechowe&ser żółty nie muszę chyba nikomu przedstawiać. A co, gdyby tak połączyć je w trio? Od pewnego czasu czaiłam się już na calzone na słodko wypatrzone kiedyś u Martyny, które na wytrawnie robiłam już nie raz, za to w takiej śniadaniowej wersji to dopiero mój debiut. Ale co to za calzone bez ciągnącego się sera? Więc jest i Gruyere - delikatny w smaku, idealna baza dla takich niestandardowych połączeń. Na początku chciałam zrobić ciasto jak na zwykłą pizzę, stąd taki a nie inny dobór składników, ale w końcu pomyślałam, że co lepiej będzie się komponowało ze smakiem masła orzechowego niż olej arachidowy? Więc użyłam i jego, tworząc przy tym calzone niekonwencjonalne do kwadratu.

CALZONE Z BANANEM I SEREM GRUYERE

          50 ml letniej wody
          30 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g mąki pszennej tortowej
          15 g semoliny
          łyżka oleju arachidowego
          pół łyżeczki cukru trzcinowego
          pół łyżeczki drożdży instant
          szczypta soli

          pół banana
          kawałek (ok. 2 plastry) sera Gruyere 
          albo innego dowolnego sera żółtego
          łyżka masła orzechowego

Obie mąki i semolinę przesiewam do miski, dodaję do nich cukier trzcinowy, drożdże*, olej i sól i mieszam wszystkie składniki łyżką, stopniowo dolewając wody. Wyrabiam ciasto rękami przez 10 minut, dopóki nie będzie gładkie i elastyczne. Umieszczam je z powrotem w misce, przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45 minut. Po upływie tego czasu zagniatam ciasto ponownie i formuję z niego kulę, którą rozwałkowuję, by stworzyć okrąg. Na jego jednej połowie układam banana podzielonego na mniejsze kawałki i posmarowanego masłem orzechowym i przykrywam go plasterkami sera żółtego, po czym składam ciasto na pół i dokładnie zalepiam, tworząc dużego pieroga. Przekładam go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i odstawiam jeszcze na 15 minut. Gdy ciasto podrośnie, wstawiam je do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę przez 15 minut do zarumienienia ciasta.


*jeżeli używacie świeżych drożdży (w takiej proporcji wydaje mi się, że najlepiej będzie użyć nie więcej niż 10 g świeżych), to należy je najpierw rozpuścić z cukrem w letniej wodzie i zaczekać, aż zaczną pracować i dopiero wtedy dodać je do pozostałych składników

OBSERWUJĄ