Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natka pietruszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natka pietruszki. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2014

508.

Ryż jaśminowy i czerwona soczewica z pomidorami, natką pietruszki i chili

RYŻ Z POMIDORAMI I SOCZEWICĄ
(1 porcja)

          60 g ryżu jaśminowego
          60 g czerwonej soczewicy
          dwa pomidory
          szczypta soli
          +świeżo zmielone chili

Ryż i soczewicę wsypałam do rondelka, zalałam odpowiednią ilością wody i doprowadziłam do wrzenia. Zmniejszyłam ogień, a następnie dodałam pokrojone na ćwiartki, pozbawione zielonych części i obrane ze skórki pomidory. Gotowałam wszystko na małym ogniu przez ok. 25 minut do momentu, kiedy pomidory zmiękły, a soczewica i ryż wchłonęły cały płyn. Doprawiłam solą i chili i odstawiłam na kilka minut. Podałam z posiekaną natką pietruszki i świeżo zmielonym chili.


          365 dni temu

21 lipca 2013

323. EGIPT: foul madamas

Foul madamas z jajkami w koszulkach i natką pietruszki




    
Mówią, że podstawą gotowania jest sezonowość. Dlatego postanowiłam wykorzystać szczyt sezonu na świeży bób i przygotować dzisiaj tę egipską potrawę. Bo właśnie o Egipt chodziło we wczorajszej zagadce, która - jak się okazuje - wcale nie była tak oczywista. Podzieliła Was na dwa obozy - jedni obstawiali Chorwację, drudzy Egipt - i to właśnie oni mieli rację. Sama w Egipcie nie byłam i osoby, które mnie znają, wiedzą, że raczej niechętnie spędziłabym tam wakacje, natomiast dla zjedzenia takiego śniadania w oryginalnej wersji, wybrałabym się tam bez wahania. Dla tak smacznych, aromatycznych i sycących poranków warto wstawać!

          EGIPT: foul madamas

    Foul madamas to danie, którego korzenie sięgają jeszcze starożytnego Egiptu, tradycyjnie spożywane tam w porze śniadaniowej. Danie to oryginalnie przygotowywane jest z ugotowanego suszonego bobu. Przygotowuje się z niego pastę z dodatkiem przesmażonego czosnku i cebuli i pomidorów albo pasty sezamowej. Obowiązkowo podawana z jajkiem w dowolnej postaci, opcjonalnie ze świeżymi ziołami lub pieczywem, ale zawsze z dobrze wyczuwalną nutą kuminu. 

          300 g świeżego bobu
              pół cebuli
          ząbek czosnku
          dwie łyżki tahiny
          łyżka soku z cytryny
          łyżeczka oliwy z oliwek
          łyżeczka mielonego kminu
          rzymskiego
          szczypta soli
          +natka pietruszki i świeżo
           zmielony pieprz do podania 

Bób wsypuję do garnka z wrzącą wodą i gotuję na średnim ogniu przez godzinę, by był bardzo miękki (zrobiłam to dzień wcześniej i zostawiłam go w wodzie, w której się gotował). Na patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam na nią drobno posiekaną cebulę i czosnek i przesmażam przez chwilę. Ugotowany bób lekko rozdrabniam blenderem (do preferowanej konsystencji) wraz z łupinkami. Dodaję go na patelnię, podlewam niewielką ilością wody z gotowania, dodaję tahini i doprawiam kuminem i solą, podgrzewając przez chwilę do odparowania nadmiaru płynu. Podałam z jajkami w koszulkach, natką pietruszki i świeżo zmielonym pieprzem.

14 lipca 2013

316. MEKSYK: huevos rancheros

Huevos rancheros z natką pietruszki na pełnoziarnistej tortilli

Wakacje chyba jednak nie do końca mi służą, bo jak widać - najwyraźniej całkiem straciłam poczucie czasu. Dodając wczorajszy wpis zupełnie zapomniałam, że to już sobota, a więc i czas na kolejną śniadaniową zagadkę. Nie wiem, chyba ta miłość do Janusza czasami mnie zaślepia.
Z takich jajek każdy farmer może być dumny. Huevos rancheros to chyba jedno z najbardziej charakterystycznych śniadaniowych dań. W Meksyku posilają się nim najwięksi machos, by mieć energię na cały dzień pracy. Oryginalnie sadzone jajka z pikantnym sosem pomidorowym podaje się na tortilli kukurydzianej przygotowanej ze specjalnej mąki masa harina (i ta zwykła, szerzej dostępna w naszych sklepach się do tego niestety nie nadaje). Opcjonalnie podawane z awokado, sokiem z limonki, a nawet czerwoną fasolą - solidny kop energetyczny na długie godziny!

MEKSYK: huevos rancheros

     tortilla
     50 g mąki pszennej graham
     30 ml gorącej wody
     szczypta soli

     sos pomidorowy
     dwa pomidory
     pół średniej cebuli
     ząbek czosnku
     mała papryczka chili albo kilka 
     kropel tabasco
     szczypta soli
     oliwa do smażenia

     dwa jajka
     oliwa do smażenia
     + opcjonalnie natka pietruszki,
     kolendra, awokado, limonka albo
     czerwona fasola do podania

Wieczorem zalałam mąkę wymieszaną ze szczyptą soli gorącą wodą i zagniotłam ciasto, po czym owinęłam je folią spożywczą i wstawiłam do lodówki na całą noc (masie należy dać odpocząć przynajmniej pół godziny). Rano rozwałkowuję kulę ciasta na cienki placek i podgrzewam na dobrze nagrzanej suchej patelni przez minutę z każdej strony, dopóki na tortilli nie zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Na małej patelni rozgrzewam łyżeczkę oliwy i wrzucam na nią drobno posiekaną cebulę i podsmażam przez chwilę. Dodaję sparzone i obrane, pokrojone w ćwiartki pomidory, podlewam je odrobiną wody. Rozgniatam je widelcem, solę i doprawiam tabasco i roztartym czosnkiem; podgrzewam jeszcze przez chwilę, dopóki pomidory odpowiednio nie zmiękną. Na innej patelni rozgrzewam odrobinę oliwy i przygotowuję jajka sadzone. Gdy białka się zetną, przekładam jajka na tortillę, a następnie przykrywam je sosem pomidorowym. Podałam z posiekaną natką pietruszki. By tortilla pozostała chrupiąca warto po nałożeniu dodatków podgrzać ją jeszcze przez chwilę na patelni na średnim ogniu.

*tj. typ 1850 - moim zdaniem najlepiej nadaje się do przygotowania tortilli, bo wraz z otrębami jest bardziej zmielona niż zwykła pełnoziarnista

4 lipca 2013

306.

Pomidorowa quinoa z jajkami w koszulkach i natką pietruszki
vegan: jajka -> smażone tofu lub np. dodatkowo ciecierzyca lub soczewica dodana do komosy w trakcie gotowania

Zastanawiam się, jak to się stało, że zjadłam dzisiaj jedno z najlepszych śniadań od bardzo dawna i na dodatek nie było to śniadanie na słodko. Dzisiaj rano obudziłam się z tak wielką ochotą na wytrawne śniadanie, że mój wybór nie mógł być inny.
Mam jeszcze do Was pytanie odnośnie swoich zdjęć. Wolicie, kiedy każdy wpis jest ilustrowany jednym zdjęciem, czy może kiedy jest ich więcej - jak dzisiaj? W trakcie roku szkolnego rzadko miałam czas, żeby zrobić ich więcej, spojrzeć na potrawę z różnych stron i perspektyw, a teraz, kiedy w końcu nic mnie nie pospiesza, mogę co rano zrobić tyle zdjęć, na ile tylko pozwoli mi burczenie w brzuchu. Czasami więc trudno jest wybrać tylko jedno z nich wszystkich, co ostatnio chyba coraz częściej daje się zauważyć na blogu. (;


POMIDOROWA QUINOA

          70 g komosy ryżowej
          dwa małe pomidory albo jeden duży (ok. 250 g)
          dwie płaskie łyżki koncentratu pomidorowego
          pół łyżeczki słodkiej papryki w proszku
          świeżo zmielone chili
          szczypta soli

Komosę wsypuję do rondelka i zalewam podwójną ilością wody. Podgotowuję ją przez 10 minut do wchłonięcia płynu. W tym czasie sparzone, obrane i podzielone na ćwiartki pomidory podlewam na patelni odrobiną wody i miażdżę widelcem. Kiedy quinoa wchłonie płyn, przekładam ją z rondelka na patelnię i podgrzewam na średnim ogniu. Dodaję koncentrat pomidorowy, doprawiam słodką papryką, solą i świeżo zmielonym suszonym chili, mieszam wszystkie składniki i gotuję, dopóki quinoa nie będzie odpowiednio miękka, ewentualnie podlewając jeszcze odrobiną wody. Podałam z jajkami w koszulkach i natką pietruszki.


9 maja 2013

250.

Jajka zapiekane w awokado* z natką pietruszki i pieprzem, domowa bułka orkiszowa

*dwa były. (;

21 marca 2013

201.

Omlet z fetą, awokado, sokiem z cytryny i natką pietruszki

Pozdrawiam, dodanie dzisiejszego zdjęcia dzisiejszego śniadania zajęło mi z zegarkiem w ręku 8 minut i 37 sekund.

13 stycznia 2013

134.

Domowa bułka żytnia z ziarnami słonecznika z awokado i natką pietruszki, sok pomarańczowy

Dzisiaj będzie dla odmiany najkrócej, jak to tylko możliwe. Chcę tylko podziękować za te wszystkie tak (w większości) ciepłe, pozytywne komentarze i całą masę maili. Postaram się na nie odpisać jak najszybciej, jednak na wszelki wypadek musicie uzbroić się w cierpliwość. Chciałabym każdy z nich dokładnie przeczytać i odpowiedzieć najlepiej, jak tylko potrafię, dlatego może to trochę potrwać. Jeszcze raz wszystkim Wam naprawdę dziękuję i życzę miłej niedzieli! (;


BUŁKI ŻYTNIE ZE SŁONECZNIKIEM
(3 sztuki)


          150 g mąki żytniej razowej
          75 g mąki pszennej tortowej
          ok. 100-120 ml wody
          łyżka oliwy z oliwek
          łyżka słonecznika
          łyżeczka suszonych drożdży
          łyżeczka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki soli

Mąkę przesiewam do miski, dodaję do niej sól i oliwę. W 50 ml wody rozpuszczam łyżeczkę cukru i dodaję drożdże. Przelewam do miski z mąką i mieszam wszystko ze sobą za pomocą łyżki. Następnie zaczynam wyrabiać ciasto ręcznie, stopniowo dodając pozostałą wodę - jej ilość zależy od struktury ciasta - po co najmniej 10 minutach wyrabiania powinno być elastyczne i bez problemu odchodzić od dłoni. Na koniec dodaję słonecznik i jeszcze raz dokładnie zagniatam ciasto. Po wyrobieniu umieszczam je w misce, którą owijam folią spożywczą i odstawiam na 40 minut w ciepłe miejsce, by podwoiło swoją objętość. Po tym czasie ponownie zagniatam ciasto, które dzielę następnie na trzy części, z których formuję bułeczki. Układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiam na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 50 stopni na, by znów urosły. Po upływie tego czasu wyjmuję je i zwiększam temperaturę do 180 stopni. Bułeczki spryskuję wodą, posypuję z wierzchu mąką i robię na każdej nacięcie w kształcie krzyża (właściwie nie jest to konieczne, można też po prostu posmarować je białkiem jajka). Kiedy piekarnik jest już nagrzany, wstawiam je do środka i piekę przez 20 minut. Po upieczeniu studzę na kratce.

6 listopada 2012

66.

Grzanki z chleba orkiszowego z pomidorem, grana padano i natką pietruszki

Wczoraj wróciłam do mieszkania po całym dniu niewiele przed dziewiątą. Wcześniej tylko wpadłam na obiad po szkole i zaraz pobiegłam na zakupy. I w tym miejscu dziękuję za cynk - w końcu udało mi się kupić kokilki w Nanu Nana. Oprócz tego kupiłam jeszcze buty, szlafrok - z przykazu mamy, żeby mieć do szpitala, ciepłe skarpety, miseczkę na poranne owsianki, naczynie żaroodporne, parę ściereczek do kuchni, kosmetyki i mnóstwo zdrowego jedzenia. Mogę tymczasowo uznać się za kompletnego bankruta, bo nie zostało mi praktycznie nic. "Na życie" do końca tygodnia mam jeszcze jakieś 12 zł, a bez zakupów raczej się nie obędzie. No ale zachciało mi się olejów kokosowych, parmezanów, mąki z cieciorki, ekologicznego chleba (na wodzie źródlanej, haha) i świeżej żurawiny, więc teraz będę musiała kombinować. Najwyżej kupię za te pieniądze kilka kostek smalcu, żeby przynajmniej nie zmarnieć przez te wszystkie dni. :D


wiadomość o topielcu w Wiśle w radiu i czuję się jak w "Szale" Hitchcocka

OBSERWUJĄ