Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadaniowe podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadaniowe podróże. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2013

358. podsumowanie akcji ŚNIADANIOWE PODRÓŻE

Owsiane lawendowe scones z masłem i domowym niskosłodzonym dżemem morelowym
vegan: masło w przepisie -> olej roślinny

Na początku nie miałam pomysłu na dzisiejsze śniadanie i to był problem. Kiedy jednak poprosiłam Was o pomoc, problemem stał się ich nadmiar. Chyba właściwie nie miałam już ochoty na kolejne takie śniadanie - wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, prawda? Po dwóch miesiącach intensywnego "podróżowania", odkrywania nowych dań i ich historii, byłam już chyba trochę zmęczona. A mój nostalgiczny nastrój pogłębia tylko perspektywa dobiegających już końca wakacji. Nie chciałam więc dodawać kolejnego śniadania do akcji na siłę, na "odwal się" - mówiąc kolokwialnie.
Przez ostatnie dwa miesiące śniadania ze wszystkich możliwych stron świata umilały mi niedzielne poranki. Nie tylko próbowałam za każdym razem nowej, nie rzadko nie znanej mi wcześniej potrawy, ale i zdobyłam przy tym sporą wiedzę. Jestem bogatsza w sekrety diety austriackiej cesarzowej, odkryłam jedno ze swoich ulubionych połączeń smakowych (bób+tahini+kumin) i najlepszy z naleśnikowych przepisów, mogłam choć odrobinę osłodzić babci pobyt w szpitalu cynamonką, a nawet nauczyłam się dwóch słów po francusku. I cieszę się, że mogę stwierdzić, że żadne z zaprezentowanych Wam śniadań mnie nie zawiodło - co więcej, większość z nich znalazła dla siebie na stałe miejsce w moim serduszku. Nie umiem wybrać jednego konkretnego śniadania, które smakowało mi najbardziej - z wytrawnych z pewnością do najlepszych należało foul madamas, zaś na słodko... Wygrywają chyba jednak szwedzkie pannkakor. A tutaj znajdziecie wszystkie śniadania, jakie zjadłam w trakcie trwania akcji:


            FRANCJA          SZWECJA           MEKSYK              EGIPT
               USA               WŁOCHY             INDIE             AUSTRIA


I kluczowe pytanie - które zostało Waszym ulubionym?

Mimo że dzisiejsze śniadanie miało nie być już częścią akcji, niezamierzenie zjadłam rano scones - pochodzące przecież oryginalnie z Anglii; niemniej przygotowane w sposób, którego raczej w ojczyźnie scones się nie praktykuje - po raz kolejny z mąki i płatków owsianych (uwielbiam ich obłędny aromat w wypiekach!), mocno maślane, a do tego z obłędnym, lawendowym aromatem. A no właśnie - w najbliższych dniach wcisnę tu gdzieś podstronę z współpracą i recenzjami produktów, gdzie będę mogła opisać dokładniej testowane produkty. Zaczęłam już zbierać kolekcję zdjęć z tym celu, co z pewnością ucieszy osoby rządne inspiracji innych, niż tylko te śniadaniowe. (;


LAWENDOWE SCONES
(1 porcja, 2 bułeczki)

           40 g mąki pszennej pełnoziarnistej
           20 g mąki owsianej
           20 g płatków owsianych
           20 g masła
           łyżeczka cukru trzcinowego
           łyżeczka kwiatów lawendy
           pół łyżeczki sody oczyszczonej
           szczypta soli

Płatki owsiane sparzam niewielką ilością gorącej wody. Obie mąki, cukier i sól umieszczam w misce i rozcieram z masłem. Dodaję sól i napęczniałe płatki i zagniatam ciasto dopóki nie będzie gładkie i jednolite. Na koniec dodaję do ciasta lawendę i zagniatam je ponownie, po czym formuję okrągłe bułeczki, które układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piekę przez 20 minut do zarumienienia, po wyjęciu z piekarnika studząc scones przez kilka minut na kratce.

18 sierpnia 2013

351. AUSTRIA: kaiserschmarrn

Omlet cesarski smażony na maśle z sosem śliwkowym i trzcinowym cukrem pudrem

Wczoraj niestety nikomu nie udało się odgadnąć celu mojej kolejnej śniadaniowej podróży. Obstawialiście Anglię, Argentynę - oba także na "a", jednak tym razem chodziło o Austrię. Sprawiliście mi też nie lada zagwozdkę, kiedy próbowałam domyślić się, skąd tak popularną odpowiedzią okazała się być Argentyna. Na szczęście w kolejnych komentarzach pośpieszyliście z wyjaśnieniem swojej dedukcji. Przyznam, że nieźli z Was detektywi - sama nigdy bym na ten trop nie wpadła. Zwłaszcza, że jeszcze do niedawna nie wiedziałam nawet, jak nowy papież się nazywa, więc nie przyszłoby mi raczej do głowy, by powiązać z nim swoją zagadkę. Jak się okazuje - jej treść to jednocześnie słowa Franciszka. Mam chyba w takim razie zadatki na papieża!
Dlaczego Austria? Wytłumaczenie jest proste - zapytajcie tylko kogoś o inną, oryginalną nazwę omletu cesarskiego. (; Ja zatem zamiast łamać sobie język, przeszłam do czynu i przygotowałam na dzisiejsze śniadanie ten austriacki omlet. Kaiserschmarrn w wolnym tłumaczeniu oznacza nie mniej, nie więcej niż "cesarski bałagan". Jak głosi legenda, po raz pierwszy został on przygotowany dla dbającej o linię Elżbiety Bawarskiej, żony cesarza Franciszka Józefa I. Kiedy kucharz usmażył dla cesarzowej ów omlet, Elżbieta uznała go za niedostatecznie dietetyczny i odmówiła jego zjedzenia. Zdenerwowany już ciągłymi fanaberiami żony cesarz miał powiedzieć zatem "Pokaż, co za bałagan przygotował nasz kucharz". Franciszek spróbował omletu, który zasmakował mu tak bardzo, że oprócz swojej porcji zjadł także porcję żony, zaś nazwa kaiserschmarrn przyległa do dania na zawsze. Choć z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej wersji i wariacji na jego temat, oryginalnymi dodatkami są wyłącznie nasączone w rumie rodzynki. Najbliższy oryginałowi omlet powinien być smażony na maśle i podany z cukrem pudrem oraz zwetschgenroester, czyli sosem śliwkowym.

AUSTRIA: kaiserschmarrn 

     kaiserschmarrn
     2 jajka
     30 g mąki pszennej
     pełnoziarnistej
     30 ml mleka
     łyżka masła klarowanego
     łyżeczka cukru trzcinowego
     szczypta soli
     +opcjonalnie namoczone
     w rumie rodzynki

     
zwetschgenroester
     200 g śliwek bez pestek
     +cukier puder do podania

Białka oddzielam od żółtek. W jednej misce łączę żółtka z mąką i mlekiem, w drugiej zaś ubijam na sztywną pianę białka z cukrem i solą. Przekładam je partiami do miski z pozostałymi składnikami, za każdym razem dodając po 1/3 piany i delikatnie mieszając. Na patelni rozgrzewam masło i wylewam na nią masę. Smażę przez chwilę, dopóki omlet nie zarumieni się od spodu, po czym dzielę go łyżką na mniejsze części, które przewracam na drugą stronę. Podałam z sosem przygotowanym z węgierek, które podzieliłam na ćwiartki, podlałam odrobiną wody i gotowałam do rozpadnięcia się owoców i odparowania nadmiaru wody. Omlet posypałam trzcinowym cukrem pudrem.

11 sierpnia 2013

344. INDIE: sooji ka halwa

Halawa z razowej kaszy manny z pistacjami, szafranem, kardamonem i cynamonem

Zagadka dotycząca wczorajszego śniadania mimo zakończonego już w tym roku Przystanku Woodstock wciąż jeszcze była na czasie, bo - jak się okazuje - nie sprawiła Wam najmniejszego problemu. Zatem w dzisiejszą podróż zabieram Was do Indii, by spróbować kolejnego dania tamtejszej kuchni!


                 INDIE: sooji ka halwa

Sooji ka halwa znany także pod łatwiejszą nazwą halawa jest indyjskim deserem, który jednak spokojnie może stanowić pożywne śniadanie. Halawa to w dosłownym tłumaczeniu "pudding z kaszy manny" (w hindi suji - kasza manna, halava - pudding). Przesmażoną na ghee, czyli maśle klarowanym kaszę zalewa się syropem cukrowym i podgrzewa, dopóki manna nie zacznie przypominać właśnie gęstego puddingu. Dodatkiem do halawy mogą być dowolne bakalie czy orzechy, jednak według oryginalnego przepisu nieodłącznymi przyprawami powinny być szafran i kardamon. Podaje się ją na zimno, kiedy kasza stężeje i ma stałą konsystencję. Ja podałam ją w wersji z miodem zamiast cukru, który moim zdaniem nadaje potrawie ciekawszego smaku, i pistacjami.

          300 ml gorącej wody
          60 g razowej kaszy manny
                 dwie łyżki miodu
          łyżka masła klarowanego

          kilka nitek szafranu
          pół łyżeczki mielonego kardamonu

          pół łyżeczki mielonego cynamonu
          szczypta soli
          +garść pistacji

Miód rozpuszczam w gorącej wodzie i dodaję szafran, który namaczam przez kilka minut. Na patelni rozgrzewam masło klarowane, wsypuję kaszę mannę i smażę na dużym ogniu, dopóki kasza nie zarumieni się i nie zacznie pachnieć. Pod koniec dodaję również kardamon, cynamon i posiekane pistacje, by lekko się uprażyły i uwolniły aromat. Następnie zdejmuję kaszę z palnika i ciągle mieszając zalewam ją wodą z szafranem i dosalam do smaku. Podgrzewam regularnie mieszając, dopóki pudding nie zgęstnieje. Uprażona kasza chłonie bardzo dużo płynu, dlatego ja oprócz wody, w której rozpuściłam miód i szafran, po zagotowaniu dolałam jeszcze jej pół szklanki, a mimo tego halawa nadal była gęsta i zwarta po ostygnięciu.


4 sierpnia 2013

337. WŁOCHY: frittata

Frittata z parmezanem, szynką parmeńską i szpinakiem

Frittata to włoska odmiana omletu, jednak - co ciekawe - pierwotnie nazwa ta nie była zarezerwowana wyłącznie dla omletu właśnie, a wszystkich dań ze smażonych jajek przygotowanych na patelni, więc także jajecznicy czy jajek sadzonych. Jest to typowe danie cucina povera, czyli kuchni biednej, prostej i niewyszukanej, dawniej serwowane w uboższych włoskich domach. Jednak nie nazywałabym tego dania biednym, bo jest bogate w naprawdę mnóstwo smaków i aromatów. Do masy jajecznej, która jest podstawą i tak naprawdę jedynym stałym elementem frittaty, dodaje się dowolne składniki - sery, np. ostry parmezan czy delikatną w smaku, bardziej zwartą ricottę, rozmaite sezonowe warzywa, których we Włoszech nigdy nie brakuje, a w bogatszej wersji także wędliny, jak np. szynkę parmeńską, pancettę czy wołową bresaolę. Szczególną odmianą frittaty jest frittata di pasta, którą kiedyś przygotowywało się z pozostałym z obiadu makaronem spaghetti. We Włoszech jada się ją częściej w porze popołudniowej jako lekką kolację, jednak idealnie sprawdza się też jako sycące na długie godziny śniadanie. A Wy - próbowaliście frittaty? A jeśli tak, to jakie są Wasze ulubione dodatki do tego dania?

          WŁOCHY: frittata

          3 jajka
          dwie garści świeżego szpinaku (ok. 100 g)
          dwa plastry szynki parmeńskiej
          duży kawałek parmezanu (ok. 50 g)
          łyżeczka oliwy z oliwek
          szczypta soli
         +opcjonalnie pieprz lub inne przyprawy

Nastawiam piekarnik na 200 stopni. Kiedy się nagrzewa, wbijam do miski jajka, rozbełtuję je widelcem i dodaję starty na dużych oczkach parmezan, porwaną na mniejsze kawałki szynkę parmeńską i przesmażony ze szczyptą soli na oliwie z oliwek i odciśnięty z nadmiaru wody szpinak; mieszam dokładnie wszystkie składniki. na żeliwnej patelni rozgrzewam łyżeczkę oliwy z oliwek i wylewam na nią przygotowaną masę. Smażę na średnim ogniu przez 5 minut, by jajka częściowo się ścięły. Następnie wstawiam patelnię do piekarnika pod grzałkę i zapiekam przez kolejne 20 minut, dopóki omlet nie zetnie się całkowicie i nie zarumieni.

PS: Chodźcie na fanpejdża po zdjęcie tego cuda w przekroju!

28 lipca 2013

330. STANY ZJEDNOCZONE: cinnamon rolls

Pełnoziarnista cinnamon roll, zimne mleko (brak na zdjęciach)

Tak, wczoraj znowu zapomniałam o wskazówce dotyczącej dzisiejszego śniadania. Nie mam ostatnio głowy do takich rzeczy. Na szczęście w miarę szybko przypomnieliście mi o zagadce i udało mi się to nadrobić. Aleksandrze gratuluję zatem refleksu, bo jako pierwsza podała właściwą odpowiedź. Dzisiaj przedstawiam Wam więc amerykańskie cynamonowe bułeczki, które można znaleźć w tamtejszych cukierniach i nierzadko są tam konsumowane także w porze śniadaniowej. Smakowały nawet mojemu ojcu ("co to za marmolada w środku?"), więc z pewnością są warte spróbowania!

       STANY ZJEDNOCZONE: cinnamon rolls
(6 dużych bułeczek)

     ciasto drożdżowe
     150 g mąki pszennej 
     typ 2000
     150 g mąki pszennej 
     typ 500
     100 ml ciepłego mleka
     50 g miękkiego masła
     30 cukru trzcinowego
     duże jajko
     łyżeczka suszonych drożdży
     łyżeczka soli

     nadzienie
     3 łyżki cukru trzcinowego
    1,5 łyżeczki mielonego 
    cynamonu
    +mleko do 
     posmarowania bułeczek

Obie mąki przesiewam do miski, dodaję masło, cukier (można go też rozpuścić w mleku, by lepiej wyrabiało się ciasto; jeżeli używacie świeżych drożdży, i tak będzie to konieczne), drożdże i sól, wbijam jajko i mieszam wszystkie składniki łyżką. Stopniowo dolewając mleka zaczynam wyrabiać ciasto dłońmi. Robię to przez 10 minut, dopóki nie będzie gładkie i elastyczne. Z ciasta formuję kulę, umieszczam je w misce i przykrywam szmatką, odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Kiedy ciasto podwoi swoją objętość zagniatam je ponownie i rozwałkowuję z niego prostokąt o wymiarach mniej więcej 30x40 cm (nie mierzyłam, to totalnie na oko) i grubości 3/4 cm. Na rozwałkowane ciasto wysypuję cynamon wymieszany z cukrem trzcinowym i równomiernie rozprowadzam po całej jego powierzchni, zachowując dwucentymetrowy odstęp w miejscu, gdzie będzie kończyć się cynamonowa roladka. Dociskam nadzienie dłońmi, a następnie zwijam ściśle płat ciasta. Kroję je nożem co 5 cm, układając kawałki ciasta na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Smaruję bułeczki mlekiem ze wszystkich stron, dodatkowo posypałam je jeszcze z wierzchu odrobiną cukru. Odstawiam cynamonki na następną godzinę do kolejnego wyrośnięcia. Napuszone bułeczki wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę je przez 15 minut, po wyjęciu studzę na kratce.


21 lipca 2013

323. EGIPT: foul madamas

Foul madamas z jajkami w koszulkach i natką pietruszki




    
Mówią, że podstawą gotowania jest sezonowość. Dlatego postanowiłam wykorzystać szczyt sezonu na świeży bób i przygotować dzisiaj tę egipską potrawę. Bo właśnie o Egipt chodziło we wczorajszej zagadce, która - jak się okazuje - wcale nie była tak oczywista. Podzieliła Was na dwa obozy - jedni obstawiali Chorwację, drudzy Egipt - i to właśnie oni mieli rację. Sama w Egipcie nie byłam i osoby, które mnie znają, wiedzą, że raczej niechętnie spędziłabym tam wakacje, natomiast dla zjedzenia takiego śniadania w oryginalnej wersji, wybrałabym się tam bez wahania. Dla tak smacznych, aromatycznych i sycących poranków warto wstawać!

          EGIPT: foul madamas

    Foul madamas to danie, którego korzenie sięgają jeszcze starożytnego Egiptu, tradycyjnie spożywane tam w porze śniadaniowej. Danie to oryginalnie przygotowywane jest z ugotowanego suszonego bobu. Przygotowuje się z niego pastę z dodatkiem przesmażonego czosnku i cebuli i pomidorów albo pasty sezamowej. Obowiązkowo podawana z jajkiem w dowolnej postaci, opcjonalnie ze świeżymi ziołami lub pieczywem, ale zawsze z dobrze wyczuwalną nutą kuminu. 

          300 g świeżego bobu
              pół cebuli
          ząbek czosnku
          dwie łyżki tahiny
          łyżka soku z cytryny
          łyżeczka oliwy z oliwek
          łyżeczka mielonego kminu
          rzymskiego
          szczypta soli
          +natka pietruszki i świeżo
           zmielony pieprz do podania 

Bób wsypuję do garnka z wrzącą wodą i gotuję na średnim ogniu przez godzinę, by był bardzo miękki (zrobiłam to dzień wcześniej i zostawiłam go w wodzie, w której się gotował). Na patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam na nią drobno posiekaną cebulę i czosnek i przesmażam przez chwilę. Ugotowany bób lekko rozdrabniam blenderem (do preferowanej konsystencji) wraz z łupinkami. Dodaję go na patelnię, podlewam niewielką ilością wody z gotowania, dodaję tahini i doprawiam kuminem i solą, podgrzewając przez chwilę do odparowania nadmiaru płynu. Podałam z jajkami w koszulkach, natką pietruszki i świeżo zmielonym pieprzem.

14 lipca 2013

316. MEKSYK: huevos rancheros

Huevos rancheros z natką pietruszki na pełnoziarnistej tortilli

Wakacje chyba jednak nie do końca mi służą, bo jak widać - najwyraźniej całkiem straciłam poczucie czasu. Dodając wczorajszy wpis zupełnie zapomniałam, że to już sobota, a więc i czas na kolejną śniadaniową zagadkę. Nie wiem, chyba ta miłość do Janusza czasami mnie zaślepia.
Z takich jajek każdy farmer może być dumny. Huevos rancheros to chyba jedno z najbardziej charakterystycznych śniadaniowych dań. W Meksyku posilają się nim najwięksi machos, by mieć energię na cały dzień pracy. Oryginalnie sadzone jajka z pikantnym sosem pomidorowym podaje się na tortilli kukurydzianej przygotowanej ze specjalnej mąki masa harina (i ta zwykła, szerzej dostępna w naszych sklepach się do tego niestety nie nadaje). Opcjonalnie podawane z awokado, sokiem z limonki, a nawet czerwoną fasolą - solidny kop energetyczny na długie godziny!

MEKSYK: huevos rancheros

     tortilla
     50 g mąki pszennej graham
     30 ml gorącej wody
     szczypta soli

     sos pomidorowy
     dwa pomidory
     pół średniej cebuli
     ząbek czosnku
     mała papryczka chili albo kilka 
     kropel tabasco
     szczypta soli
     oliwa do smażenia

     dwa jajka
     oliwa do smażenia
     + opcjonalnie natka pietruszki,
     kolendra, awokado, limonka albo
     czerwona fasola do podania

Wieczorem zalałam mąkę wymieszaną ze szczyptą soli gorącą wodą i zagniotłam ciasto, po czym owinęłam je folią spożywczą i wstawiłam do lodówki na całą noc (masie należy dać odpocząć przynajmniej pół godziny). Rano rozwałkowuję kulę ciasta na cienki placek i podgrzewam na dobrze nagrzanej suchej patelni przez minutę z każdej strony, dopóki na tortilli nie zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Na małej patelni rozgrzewam łyżeczkę oliwy i wrzucam na nią drobno posiekaną cebulę i podsmażam przez chwilę. Dodaję sparzone i obrane, pokrojone w ćwiartki pomidory, podlewam je odrobiną wody. Rozgniatam je widelcem, solę i doprawiam tabasco i roztartym czosnkiem; podgrzewam jeszcze przez chwilę, dopóki pomidory odpowiednio nie zmiękną. Na innej patelni rozgrzewam odrobinę oliwy i przygotowuję jajka sadzone. Gdy białka się zetną, przekładam jajka na tortillę, a następnie przykrywam je sosem pomidorowym. Podałam z posiekaną natką pietruszki. By tortilla pozostała chrupiąca warto po nałożeniu dodatków podgrzać ją jeszcze przez chwilę na patelni na średnim ogniu.

*tj. typ 1850 - moim zdaniem najlepiej nadaje się do przygotowania tortilli, bo wraz z otrębami jest bardziej zmielona niż zwykła pełnoziarnista

7 lipca 2013

309. SZWECJA: pannkakor

Podsmażone pełnoziarniste pannkakor z trzcinowym cukrem pudrem i jagodami

Na drugi z celów swoich śniadaniowych podróży wybrałam początkowo inne państwo, jednak jako że śniadanie, które planowałam, jest dość pracochłonne w przygotowaniu, a dzisiaj rano z takich a nie innych powodów jestem zmuszona wyjechać na cały dzień jeszcze przed dziewiątą, moje plany musiały ulec zmianom. Wybrałam proste, ale jak się okazało - niezwykle smaczne rozwiązanie. Wielu z Was nie miało najmniejszego problemu z odgadnięciem wczorajszej zagadki, co jako fankę dobrego kina dodatkowo podnosi mnie na duchu. Jako pierwsza prawidłową odpowiedź podała Gladys.

Moja dzisiejsza propozycja to tradycyjne szwedzkie naleśniki. Ultracienkie, delikatne w smaku i strukturze, a jednocześnie chrupiące na brzegach. Do tej pory w swojej kulinarnej karierze usmażyłam już sporą górkę naleśników z różnych przepisów, ale ten (i bynajmniej nie chcę tutaj słodzić) bezapelacyjnie będzie od teraz moim ulubionym i obawiam się, że nieprędko ulegnie to zmianie. Przyznam jednak, że do ostatniej chwili obawiałam się proporcji podanych w przepisie (tutaj podaję ilość składników z oryginalnego przepisu podzieloną przez trzy, dostosowaną do jednej porcji), jednak najwyraźniej zupełnie niepotrzebnie. Ich smak wynagradza nawet niemały problem, jaki mogą sprawić przy przewracaniu na drugą stronę niewprawionym w tej kwestii osobom. Podczas wykonywania tej operacji zdecydowanie przydaje się umiejętność podrzucania naleśników patelnią, a jeśli jej brak - pozostaje tylko stoicki spokój i myśl o konsumpcji.

SZWECJA: PANNKAKOR
(1 porcja, 6 naleśników)

          200 ml mleka
          45 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          10 g stopionego masła
          jajko
          szczypta soli

Mąkę, jajko, masło i sól łączę ze sobą w misce i zaczynam je ze sobą miksować. Stopniowo dolewam mleka, cały czas miksując. Gdy wszystkie składniki się połączą, odstawiam miskę z ciastem na co najmniej pół godziny, by odpoczęło. Przed smażeniem mieszam ponownie masę; smażę naleśniki na patelni teflonowej na dużym ogniu z obu stron. Przygotowałam naleśniki wieczorem, a rano dodatkowo je odsmażyłam i podałam z jagodami i trzcinowym cukrem pudrem.

30 czerwca 2013

302. NOWA AKCJA i croque monsieur

Croque monsieur z domowego chleba żytniego na zakwasie z masłem, serem Gruyere, szynką parmeńską i szparagami


Ten pomysł chodził za mną już od pewnego czasu i wiedziałam, że kiedy tylko będę miała trochę więcej czasu w wakacje, na pewno go zrealizuję. Z powodów losowych w tym roku raczej nie wybiorę się nigdzie za granicę na wakacje, więc może gdyby tak "widelcem po mapie" odkryć nowe, nieznane lądy i smaki? Postanowiłam więc od dzisiaj w każdą kolejną niedzielę wakacji wybierać się w śniadaniową podróż w za każdym razem inną stronę świata i prezentować Wam co tydzień nowe inspiracje. Może swoimi eksperymentami uda mi się i Was zachęcić do takich porannych, kulinarnych wypraw?

          FRANCJA: croque monsieur

Korzystając z dobrodziejstw domowego pieczywa i jednocześnie ciesząc się chylącym się już ku końcowi sezonem szparagowym na cel swojej pierwszej podróży wybrałam właśnie Francję. Croque monsieur to sztandarowa francuska kanapka, która po raz pierwszy pojawiła się w jednej z paryskich kawiarni już w 1910 roku i do tej pory cieszy się niesłabnącą popularnością. Croque monsieur to nic innego jak "chrupiący pan" (z francuskiego croque - chrupać, monsieur - pan). Wariacją na temat croque monsieur jest croque madame - kanapka wzbogacona także o jajko sadzone na wierzchu.

          cztery kromki dowolnego pieczywa
          dwa plastry szynki (ja użyłam parmeńskiej)
          dwa plastry sera Gruyere (ewentualnie Emmentalera)
          masło
          świeżo zmielony pieprz

Rozgrzewam patelnię grillową i układam na niej cztery kromki chleba żytniego. Opiekam je przez chwilę z jednej strony, po czym zdejmuję z patelni i od opieczonej strony smaruję każdą z nich masłem. Na dwóch kromkach układam po plastrze szynki i sera Gruyere, doprawiam świeżo zmielonym pieprzem i przykrywam każdą z nich następną kromką. Dobrze dociskam tak złożone tosty i układam je z powrotem na patelni grillowej, zmniejszając ogień. Przykrywam patelnię pokrywką i grilluję kanapki do zarumienienia z każdej strony. Podałam z ugotowanymi szparagami. Do przygotowania croque monsieur można użyć także piekarnika.

OBSERWUJĄ