Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukier trzcinowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukier trzcinowy. Pokaż wszystkie posty

29 stycznia 2014

515. inside out

Muffina a'la babeczka Reese's w słoiczku po maśle orzechowym

Jak babeczka Reese's, tylko z masłem orzechowym na zewnątrz, nie w środku. Swoją drogą - te białe lubię właśnie najbardziej. :)

MUFFINA A'LA REESE'S

          50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          75 ml mleka
          25 g mleka w proszku
          25 g białej czekolady
          białko jajka (pozostałość po wczorajszym
          śniadaniu - można dać też całe jajko)
          łyżka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

Czekoladę stopiłam w misce, dodałam do niej mąkę, mleko w proszku, cukier, sodę, sól i białko i połączyłam wszystkie składniki. Następnie dolałam mleko cały czas mieszając. Masę przelałam do słoiczka po maśle orzechowym i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piekłam przez pół godziny.



          365 dni temu

27 stycznia 2014

513.

Cukiniowe brownie



CUKINIOWE BROWNIE
(1 porcja)

     180 g cukinii
     60 g mąki pszennej
     pełnoziarnistej
     30 g gorzkiej czekolady
     jajko
     łyżka gorzkiego kakao
     łyżka cukru trzcinowego
     pół łyżeczki sody
     oczyszczonej
     szczypta soli

Cukinię starłam na tarce o grubych oczkach, posoliłam i odstawiłam na chwilę. W misce stopiłam 20 g gorzkiej czekolady, a następnie wsypałam mąkę, kakao, cukier i sodę. Wbiłam jajko i wymieszałam ze sobą wszystkie składniki. Cukinię odcisnęłam i dodałam do pozostałych składników. Dolałam część (mniej więcej połowę) odsączonego z niej płynu do odpowiedniej konsystencji ciasta. Na koniec dorzuciłam grubo posiekane pozostałe 10 g czekolady, przelałam masę do natłuszczonej kokilki i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 45 minut.


          365 dni temu

12 stycznia 2014

498.

Domowa półpełnoziarnista drożdżówka z serem białym, białym makiem i lukrem trzcinowym

Nie, żebym miała tak czysty obiektyw i musiała czyścić bokeh w Photoshopie. Pora pożegnać się z choinką. A w tym roku nawet ściereczka ta sama, co 365 dni temu!


DROŻDŻÓWKI Z SEREM I MAKIEM
(4 sztuki)

          120 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          120 g mąki pszennej tortowej
          60 ml mleka
          30 g cukru trzcinowego
          20 g masła
          jajko
          dwa żółtka
          łyżeczka suszonych drożdży
          pół łyżeczki soli

          masa serowa
          120 g twarogu półtłustego
          białko jajka
          łyżka cukru trzcinowego

          masa makowa
          80 g białego maku
          80 ml wrzątku
          białko jajka
          dwie łyżki cukru trzcinowego

Obie mąki przesiałam do miski, dodałam cukier, drożdże, sól i masło, wbiłam jajko, dodałam żółtka i połączyłam ze sobą wszystkie składniki. Następnie stopniowo dolewając mleka zaczęłam wyrabiać ciasto dłońmi i robiłam to przez 10 minut, aż stało się gładkie i elastyczne. Uformowałam je w kulę, włożyłam do miski i odstawiłam na godzinę do wyrośnięcia. Masę makową przygotowałam mieląc blenderem wcześniej sparzony mak i dodając białko i cukier. Twaróg również zblendowałam z białkiem i cukrem. Kiedy ciasto wyrosło, wyciągnęłam je na blat, ponownie zagniotłam i rozwałkowałam z niego prostokąt o wymiarach ok. 40x25 cm. Masę serową wyłożyłam na rozwałkowane ciasto i równomiernie rozsmarowałam, pozostawiając 10-centymetrowy margines na jednym z krótszych boków. Tak samo postąpiłam z masą makową. Zawinęłam ciasto tak, by roladka miała ok. 10 cm szerokości, a margines wolnego ciasta znajdował się pod spodem. Tak zwinięte ciasto przecięłam nitką na cztery części, które ostrożnie przełożyłam na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Wysmarowałam je mlekiem i odstawiłam na kolejne pół godziny. Piekłam drożdżówki w 180 stopniach przez 20 minut. Po upieczeniu studziłam je na kratce (ciepłe też są świetne - jedną zjadłam zaraz po wyjęciu z piekarnika!).

          365 dni temu
Równo rok temu na śniadanie jadłam jedną z moich ulubionych wersji owsianek - mocno czekoladową, w wydaniu bananowym. Pisałam również o zmianach, jakie zaszły w moim odżywianiu. Muszę przyznać, że sporo się od tamtego czasu zmieniło - i te 365 dni temu nawet nie pomyślałabym, że jeszcze bardziej w głowie może mi się poprzestawiać. (; Nie wiem, czy to zmiany na dobre - ale na pewno na... inne.

11 stycznia 2014

497. miała być szarlotka...

Szarlotkowy krem owsiany z ubitą śmietaną kremówką

No i jest - z tym, że... w szklance! Śniadaniowy krem marzył mi się już od dłuższego czasu, choć mimo tego cały czas znajdowało się coś, co było opatrzone większym priorytetem. Ale koniec końców wyszło to dzisiejszemu śniadaniu na dobre, bo przez ten cały czas udało mi się w swojej głowie doszlifować koncepcję tego kremu chyba już do perfekcji. Może odrobinę czasochłonny, za to na weekendowe śniadanie, kiedy jest czasu trochę więcej - idealny. No a jak szarlotka, to obowiązkowo lody albo bita śmietana, nieprawdaż? Jako, że na te pierwsze to chyba nie ta pora roku (wbrew pozorom za oknami?), ja wybrałam właśnie kremówkę.

SZARLOTKOWY KREM OWSIANY

          średnie jabłko
          250 ml mleka
          60 g płatków owsianych
          60 ml gorącej wody
          łyżka masła
          łyżeczka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki cynamonu
          szczypta gałki muszkatołowej
          szczypta soli
          +sok z cytryny

Piekarnik nastawiłam na 180 stopni. Jabłko pokroiłam na ćwiartki, obrałam i pozbawiłam gniazd nasiennych, a następnie pocięłam na mniejsze plasterki. Skropiłam je sokiem z cytryny. Płatki owsiane zalałam wrzątkiem, dodałam masło i cukier trzcinowy i wymieszałam je ze sobą, by się połączyły. Przykryłam je i odstawiłam do napęcznienia. Kiedy wsiąknęły całą wodę, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia ułożyłam jabłka, a obok nich wyłożyłam nasiąknięte płatki. Wstawiłam blachę do nagrzanego piekarnika i piekłam przez 40 minut co jakiś czas je mieszając, po upływie pół godziny zmniejszając temperaturę do 100 stopni. Kiedy płatki były już suche i podprażone, a jabłka miękkie, przełożyłam je z powrotem do miski. Mleko zagotowałam w rondelku, a następnie wlałam do miski. Odstawiłam wszystko na kilka minut do ponownego napęcznienia, by płatki lekko zmiękły. Wtedy dodałam przyprawy, zblendowałam wszystkie składniki i wstawiłam krem do lodówki. By zgęstniał, wystarczy mu 30 minut - ja przygotowałam go wieczorem. Przez noc krem tężeje jeszcze bardziej, więc rozcieńczyłam go jeszcze ok. 50-75 ml wody. Podałam z 50 ml śmietany kremówki ubitej z łyżeczką cukru trzcinowego.

WEEKENDOWY PRZEGLĄD FILMOWY vol. 9: Igrzyska Śmierci

Jeżeli miałabym wybrać jakiś film, który będzie kojarzył mi się z ubiegłymi świętami, to właśnie "Igrzyska Śmierci" Gary'ego Rossa, który oglądałam z rodzicami w cudownej, rodzinnej, aż niepodobnej naszemu domowi atmosferze. Jeżeli chodzi o filmy science fiction, to średnio jestem ich fanką i orientuję się w nowościach w tym gatunku - mam swojego ulubionego "Łowcę Androidów" i właściwie na tym koniec. Trudno mi zatem określić, czy to ta świąteczna atmosfera, czy to rzeczywiście dobry film, ale całkiem przypadł mi do gustu. W Nowy Rok miałam się wybrać z mamą do kina na drugą część, która niedawno weszła na ekrany, jednak nasze plany nie do końca nam wyszły, zatem na kolejne "Igrzyska Śmierci" wybieramy się dopiero jutro.
A Wy widzieliście już obie albo przynajmniej jedną z części? Co o nich myślicie?


          365 dni temu
A rok temu był kaiserschmarrn. Ze śliwkami i cynamonem, jedzony przy świetle lampki na moim ukochanym parapecie. Tęsknię.

10 stycznia 2014

496.

Pszenne placki na maślance ze smażonymi na maśle mini bananami

Nie wiem, czy tak dokładnie wyglądają amerykańskie pancakes, ale gdybym była prawdziwą amerykańską housewife, z pewnością podawałabym je swojej rodzinie każdego poranka. Placków można jeść dużo ale nie można przecież jeść ciągle takich samych. Te to bardzo miła odmiana od wszelkiego rodzaju pełnoziarnistych pancakes, jakkolwiek - może wydam się tutaj komuś dziwna - mimo wszystko o wiele bardziej i strukturą, i smakiem odpowiadają te z pełnego ziarna.

AMERYKAŃSKIE PANCAKES

          60 g mąki pszennej tortowej
          60 g maślanki
          60 g białek*
          łyżka stopionego masła
          łyżeczka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

Białka ubiłam ze szczyptą soli i cukrem na sztywną pianę. Do miski wlałam maślankę i dodałam masło, następnie przesiałam mąkę i dodałam sodę. Miksując ciasto na małych obrotach, stopniowo dodawałam po 1/3 ubite białka. Smażyłam duże placki (wyszły trzy sztuki) na średnim ogniu na patelni naleśnikowej. Podałam je z usmażonymi na łyżce masła mini bananami.

PS: Jeżeli niezadowoleni anonimowi są żądni ładnych zdjęć, muszę przestać chodzić do szkoły. :*



*znowu pozostałość po koglu moglu (;

2 stycznia 2014

488. tęsknota za latem

Jednoporcjowe półpełnoziarniste ciasto drożdżowe ze śliwkami i kruszonką

Nowy rok, wszyscy robią noworoczne postanowienia. Do tej pory myślałam, że mnie to nie dotyczy, jednak i mnie nie ominęła tym razem ta doroczna moda. Jakkolwiek, moje postanowienie może wydać się innym dosyć kuriozalne. Chciałabym tylko, by Nowy Rok był najgorszym dniem tego roku.
Im mniej słów się tutaj pojawia, tym więcej potrzebuję ich od innych.

Zatęskniłam do lata. A co bardziej może kojarzyć się z latem, jak nie drożdżowe ciasto z sezonowymi owocami i kruszonką? Jeden z najlepszych drożdżowych wypieków jak dotąd. :)

JEDNOPORCJOWE CIASTO DROŻDŻOWE

          30 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g mąki pszennej tortowej
          30 ml mleka
          10 g masła
          10 g cukru trzcinowego
          pół łyżeczki suszonych drożdży
          szczypta soli
          +jedna duża śliwka (albo inne dowolne owoce)

          kruszonka
          15 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          10 g masła
          10 g cukru trzcinowego

Obie mąki przesiałam do miski, dodałam masło, cukier, drożdże i sól, wlałam mleko i zaczęłam zagniatać ciasto rękami. Gdy składniki się połączyły, wyjęłam ciasto na blat i wyrabiałam dłońmi do momentu, kiedy stało się gładkie i przestało się lepić. Uformowałam z niego kulę, którą umieściłam w misce i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45 minut. Po upływie tego czasu ponownie zagniotłam ciasto i rozwałkowałam z niego okrąg o średnicy kokilki. Przełożyłam je do kokilki wysmarowanej masłem i ułożyłam na wierzchu śliwki. Wszystkie składniki kruszonki roztarłam ze sobą palcami, po czym posypałam nią ciasto. Odstawiłam je na kolejne 45 minut do ponownego wyrośnięcia. Przed upływem tego czasu rozgrzałam piekarnik do 180 stopni. Wstawiłam do niego kokilkę i piekłam ciasto przez 20 minut.


W ubranku... I bardziej perwersyjnie - bez.

30 grudnia 2013

485. pomarańczowe niebo

Pomarańczowe tosty francuskie z domowej chałki a'la crepes suzette z trzcinowym cukrem pudrem

Mummy, jakie to było dobre. *.* Najlepsza wersja tostów francuskich, jakie do tej pory jadłam. Szkoda tylko, że chałki już więcej nie zostało.

POMARAŃCZOWE TOSTY FRANCUSKIE
(1 porcja)

      
     2-3 grube kromki chałki

     60 ml soku pomarańczowego
     skórka otarta z połowy
     pomarańczy
     jajko
     szczypta soli

     łyżka masła
     łyżka cukru trzcinowego
     skórka otarta z połowy
     pomarańczy
     60 ml soku pomarańczowego
     +cukier puder do podania

      Do miski wbiłam jajko, wlałam sok pomarańczowy, dodałam skórkę pomarańczową i sól i roztrzepałam je widelcem. W tak przygotowanej masie zamoczyłam chałkę i pozostawiłam na chwilę, by nią nasiąknęła, następnie odwracając ją na drugą stronę. Na patelni rozgrzałam masło i przełożyłam na nią kromki chałki. Usmażyłam je na średnim ogniu z obu stron, by tosty zarumieniły się. Następnie wsypałam na patelnię cukier trzcinowy (ciągle pozostawiając na niej tosty) i pozwoliłam mu się skarmelizować. Gdy cukier rozpuścił się, wlałam na patelnię drugą część soku pomarańczowego, dodałam skórkę otartą z połowy pomarańczy i zwiększyłam ogień. Na największym ogniu "gotowałam" tosty w pomarańczowym syropie, przewracając je w międzyczasie na drugą stronę, dopóki odpowiednio nie zgęstniał i nadmiar płynu był odparowany. Tosty podałam z trzcinowym cukrem pudrem.

25 grudnia 2013

480.

Domowa półpełnoziarnista chałka z masłem i domowym dżemem rabarbarowo-truskawkowym, ciepłe mleko

Niezwykle twarzowy prezent, nieprawdaż?
Jest dziwnie, pięknie.
Jeszcze dziwniej w wieku 18 lat napisać, że to moje pierwsze święta.

CHAŁKA PEŁNOZIARNISTA
(1 bardzo duży bochenek o długości ok. 40 cm)

          200 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          200 g mąki pszennej tortowej
          160 ml mleka
          40 g masła
          40 g cukru trzcinowego*
          dwa żółtka
          jajko
          8 g suszonych drożdży
          łyżeczka soli

          kruszonka
          40 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g zimnego masła
          20 g cukru trzcinowego

Obie mąki przesiałam do miski, dodałam masło, cukier, drożdże, sól, jajka i żółtka i połączyłam ze sobą wszystkie składniki. Następnie stopniowo dolewając mleka zaczęłam zagniatać ciasto rękami. Wyjęłam je na blat i wyrabiałam przez ok. 15-20 minut, by było gładkie i elastyczne. Uformowałam z niego kulę i umieściłam w misce, odstawiając na godzinę do wyrośnięcia. Po upływie tego czasu uderzyłam w ciasto pięścią i ponownie je zagniotłam. Podzieliłam je na sześć równych części i z każdej z nich uformowałam długi wałek o długości ok. 50 cm. Zlepiłam je ze sobą końcami i zaplotłam w warkocz. Następnie przygotowałam kruszonkę rozcierając ze sobą palcami mąkę, masło i cukier. Chałkę posmarowałam mlekiem, posypałam kruszonką i odstawiłam na kolejną godzinę do wyrośnięcia. Nagrzałam piekarnik do 180 stopni i wstawiłam do niego blachę z wyrośniętą chałkę. Piekłam ją przez pół godziny, po upływie połowy czasu zmniejszając temperaturę do 160 stopni.

*następnym razem dodałabym go dwa razy więcej, bo lubię, gdy chałka jest słodsza

21 grudnia 2013

476. zoo w kuchni

Pełnoziarnisty małpi chlebek z muscovado, cynamonem i pekanami
vegan: mleko -> woda, masło -> olej np. z orzechów włoskich


Choć śniegu niewiele, to (zakładając, że nie ma się kataru) w moim domu nie sposób nie poczuć świąt zbliżających się wielkimi krokami. Pierniczki upieczone, a na dzisiejsze śniadanie małpi chleb w wersji mini. Chodził za mną, odkąd zobaczyłam go we wakacje w programie Marthy Stewart - no a kiedy będzie na niego lepsza pora, jak nie w święta?
I nie, nie jest on bananowy, jakkolwiek starałabym się zrozumieć, gdzie podprogowo udało przemycić mi się taki przekaz. :)


MAŁPI CHLEBEK
(1 porcja)

          40 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          40 g mąki pszennej tortowej
          60 ml mleka
          10 g masła
          łyżeczka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki suszonych drożdży
          szczypta soli

          posypka
          dwie łyżki sypkiego muscovado
          garstka orzechów pekan
          łyżeczka cynamonu
          +łyżka masła

Obie mąki przesiałam do miski, dodałam masło, cukier, drożdże i sól i dolewając stopniowo mleka zagniotłam ciasto. Wyrabiałam je dłońmi przez 10 minut, aż stało się gładkie i elastyczne. Uformowałam z niego kulę, umieściłam z powrotem w misce i odstawiłam w ciepłe miejsce na 45 minut. Posypkę przygotowałam rozcierając cukier (jeżeli nie jest w grudkach, nie jest to konieczne) z orzechami w moździerzu i dodając do nich cynamon. Gdy ciasto wyrosło, ponownie je zagniotłam i podzieliłam na osiem części. Z każdej z nich uformowałam kulkę, którą następnie równomiernie pokryłam masłem (nie chciało mi się go topić, więc roztarłam masło w dłoniach i dopiero wtedy formowałam z ciasta kule) i obtoczyłam w posypce. Ułożyłam je obok siebie w natłuszczonej foremce i odstawiłam na kolejne pół godziny. Przed upływem tego czasu nastawiłam piekarnik na 180 stopni. Wyrośnięty chlebek wstawiłam do nagrzanego piekarnika i piekłam przez 20 minut.

WEEKENDOWY PRZEGLĄD FILMOWY vol. 8: lekko na święta cz. 2

"Czarny kot, biały kot". Pierwszy film Emira Kusturicy, mojego słowiańskiego guru reżyserstwa, który obejrzałam i ciągle jeden z ulubionych. Właściwie w moim subiektywnym rankingu udało się przeskoczyć go tylko przepięknemu "Underground" i maksymalnie niesłowiańskiemu "Arizona Dream" z Johnnym Deppem. Ten drugi do czasu obejrzenia "Underground" pozostawał zresztą długo tym najbardziej ukochanym, pomimo że to zupełne odstępstwo od tego, za co wielbię Kusturicę - tj. tę słowiańskość, nostalgię, czystość emocji. "Czarny kot, biały kot" to natomiast chyba najlżejszy gatunkowo film Kusturicy (nie, "Maradony" nie widziałam :D), jednak w swojej przystępności wcale nie pozbawiony głębszej wartości. Fakt, że oglądając go, śmiałam się co drugie zdanie, wcale nie przeszkodził mi w tym, by na koniec zwyczajnie się popłakać. Kolejną istotną rzeczą w tym filmie jest muzyka, która w ogóle w dziełach Kusturicy jest bardzo ważna i również tym razem nie zawiodła. I o ile miejsca soundtracku do "Arizona Dream", za który pokochałam Gorana Bregovića miłością bezwarunkową, nic w moim sercu nie zajmie, to i w ścieżce dźwiękowej tego filmu nie brakuje prawdziwych perełek. Do posłuchania "Pitbull Terrier", moja ukochana piosenka i jednocześnie kwintesencja filmu "Czarny kot, biały kot".


15 grudnia 2013

470. makowiec na raz

       Domowa półpełnoziarnista drożdżówka z makiem

Dzisiaj w ramach wspólnego weekendowego pieczenia razem z Siaśką - makowe drożdżówki! Drożdżówki, a właściwie mini makowce, bo smakują niemal identycznie. :)

WIANUSZKI Z MAKIEM
(4 duże sztuki)

     ciasto drożdżowe
     120 g mąki pszennej
     pełnoziarnistej
     120 g mąki pszennej
     tortowej
     80 ml mleka
     40 g miękkiego masła
     40 g cukru trzcinowego
     jajko
     żółtko jajka
     łyżeczka suszonych
     drożdży
     pół łyżeczki soli

     masa makowa
     120 g maku*
     120 ml wody
     60 g miodu
     20 g miękkiego masła
     białko jajka
     szczypta soli
     +opcjonalnie inne
     dowolne dodatki


Masę makową przygotowałam zalewając mielony mak wrzątkiem. Gdy wchłonął cały płyn, dodałam do niego masło i miód. Obie mąki przesiałam do miski, dodałam masło, cukier, jajko i żółtko, drożdże i sól i połączyłam je ze sobą. Następnie stopniowo dolewając mleka zaczęłam wyrabiać ciasto dłońmi i robiłam to przez 10 minut, by stało się gładkie i elastyczne. Następnie uformowałam z niego kulę, umieściłam w misce i przykryłam ściereczką i umieściłam w ciepłym miejscu na godzinę do wyrośnięcia. Po upływie tego czasu ponownie zagniotłam ciasto i podzieliłam je na cztery części. Białko ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli i delikatnie połączyłam je z masą makową. Z każdej z części ciasta rozwałkowałam cienki prostokąt o wymiarach ok 30x10 cm. Następnie wyłożyłam na prostokąt dwie łyżki masy makowej i rozprowadziłam ją na całej powierzchni, zostawiając ok. 2 cm wolnego miejsca na jednym z dłuższych boków. Tak przygotowany płat ciasta zwinęłam w ścisłą roladkę, którą przecięłam wzdłuż na pół, zostawiając jedynie centymetr łączenia na jednym z końców. Skręciłam obie części wokół siebie i uformowałam w wianuszki, łącząc ze sobą końce. Odstawiłam na kolejne pół godziny do wyrośnięcia. Przed upływem tego czasu rozgrzałam piekarnik do 180 stopni. Drożdżówki piekłam przez 20 minut do zarumienienia; na ostatnie dwie minuty zmniejszyłam całkowicie temperaturę i włączyłam termoobieg.


*użyłam już mielonego

11 grudnia 2013

466.

Pomarańczowy pudding chlebowy z domowego chleba żytniego z cukrem trzcinowym, pomarańcza


     
Na porannym zamotaniu oficjalnie mamy już zimę.

POMARAŃCZOWY PUDDING CHLEBOWY

     dwie grube kromki chleba
     sok wyciśnięty z małej 
     pomarańczy
     (ok. 90 ml z miąższem)
     skórka otarta z całej 
     pomarańczy
     20 ml śmietany kremówki
     20 ml mleka
     jajko
      szczypta soli
     +łyżka cukru trzcinowego

Do miski wbijam jajko, dodaję świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy, skórkę otartą z całej pomarańczy, śmietankę i mleko i roztrzepuję je razem widelcem. Chleb dzielę na mniejsze kawałki i moczę je w tak przygotowanej masie. Następnie układam je w kokilce i polewam pozostałą masą. Pudding przygotowałam do pieczenia wieczorem, a rano wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na pół godziny. Po upływie połowy tego czasu wyciągnęłam kokilkę z piekarnika, posypałam pudding z wierzchu cukrem trzcinowym. Wstawiłam go z powrotem do piekarnika, by cukier się skarmelizował.

5 grudnia 2013

460.

Gruszka w chałwowym cieście drożdżowym
vegan: mleko -> woda, masło -> olej sezamowy

To chyba najlepsza rzecz, jaka mogła przytrafić się drożdżom z moich rąk. Ostentacyjne mniam.

GRUSZKA W CHAŁWOWYM CIEŚCIE DROŻDŻOWYM
(1 porcja)

          duża gruszka
          40 ml mleka
          30 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g mąki pszennej tortowej
          30 g tahini
          15 g cukru trzcinowego
          łyżeczka masła
          pół łyżeczki suszonych drożdży
          szczypta soli

Obie mąki przesiałam do miski, dodałam cukier, drożdże, masło, tahini i sól i wymieszałam ze sobą wszystkie składniki. Stopniowo dolewając mleka zaczęłam wyrabiać ciasto rękami i robiłam to przez ok. 10 minut. Ciasto uformowałam w kulę, umieściłam w misce i odstawiłam w ciepłe miejsce na godzinę do wyrośnięcia (nie urośnie tak bardzo, jak tradycyjne ciasto drożdżowe, bo jest bardzo tłuste). Po upływie tego czasu zagniotłam je ponownie, a następnie rozwałkowałam. W środku umieściłam gruszkę i obkleiłam ją dokładnie ciastem. Odstawiłam na kolejne pół godziny, by ciasto lekko się napuszyło. Piekłam przez 25 minut w 180 stopniach*.



*po raz pierwszy piekłam ciasto drożdżowe w moim mobilnym piekarniku, ale podejrzewam, że w normalnym będzie potrzebowało trochę mniej czasu

4 grudnia 2013

459. seromak bez maku?

Jednoporcjowy seromak z białym makiem

Wiem, że większość z Was opowiedziała się ostatnio co prawda za starą wersją zdjęć, jakkolwiek są takie poranki (jak dzisiejszy), kiedy innych zrobić się nie da.

JEDNOPORCJOWY SERNIKOMAKOWIEC

          masa makowa
          50 g białego maku
          50 ml mleka
          50 ml wody
          białko jajka
          łyżeczka mąki pszennej
          łyżeczka cukru trzcinowego
          łyżeczka miodu
          szczypta soli

          masa serowa
          150 g twarogu półtłustego
          białko jajka
          łyżeczka mąki pszennej
          łyżeczka cukru trzcinowego
          szczypta soli

Mak zalałam mlekiem i na malutkiej patelni doprowadziłam do wrzenia. Zmniejszyłam ogień i stopniowo dolewając wody gotowałam go do całkowitego wchłonięcia płynu. Następnie zmieliłam mak i dodałam do niego sól, cukier, mąkę i miód. Twaróg umieściłam w misce, dodałam cukier, sól i mąkę i zblendowałam je. Oba białka umieściłam razem w misce i ubiłam ze szczyptą soli na sztywną pianę. Połowę dodałam do masy makowej, a połowę do serowej i delikatnie je wmieszałam. Następnie do foremki wyłożonej papierem do pieczenia przekładałam po łyżce każdej masy, robiąc nieregularne kleksy. Wstawiłam kokilkę do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i piekłam przez godzinę. Po wystudzeniu wyjęłam ciasto z formy i pokroiłam.

3 grudnia 2013

458.

Pełnoziarniste śmietankowe placki z serka wiejskiego z gruszkami w syropie lukrecjowym

ŚMIETANKOWE PLACKI Z SERKA WIEJSKIEGO

          90 g serka wiejskiego
          60 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g śmietany 12%
          jajko
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

          lukrecjowe gruszki
          dwie małe gruszki
          łyżka cukru trzcinowego
          duża szczypta mielonej lukrecji

Do miski wbijam jajko, dodaję mąkę, serek wiejski, sodę i sól i łączę je ze sobą. Dodaję śmietanę i ponownie mieszam masę. Smażę placki na średnim ogniu na patelni teflonowej. Gruszki pokroiłam w plastry i wrzuciłam na dobrze rozgrzaną patelnię. Posypałam je cukrem i dodałam lukrecję. Smażyłam często mieszając, dopóki gruszki nie puściły soku. Odparowałam jego nadmiar i podałam placki z gruszkami i pozostałym syropem.

23 listopada 2013

448. chleb z gofrownicy

Pełnoziarniste gofry na zakwasie pszennym z jabłkami smażonymi na maśle z cukrem trzcinowym, cynamonem, gałką muszkatołową i goździkami

Dziękuję wszystkim za Wasze wczorajsze filmowe propozycje. (; Jeżeli znajdę chwilę czasu z pewnością obejrzę te, których jeszcze do tej pory nie widziałam.
A dzisiaj... Dzisiaj sobota, zatem w moim domu dzień pieczenia chleba i jednocześnie chyba najlepszy dzień w tygodniu na gofrowanie. I nie pozostaje mi nic innego niż tylko napisać, że gofry na zakwasie... są wspaniałe. (;

OBSERWUJĄ