Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2014

506. żegnajcie, owoce!

Babeczki jaglane ze szpinakiem

...witajcie, warzywa! Co powiecie na kolejny tematyczny tydzień - tym razem ze śniadaniami na wytrawnie? :)

BABECZKI JAGLANE
(1 porcja, 4 sztuki)

          100 g świeżego szpinaku
          70 g kaszy jaglanej
          jajko
          łyżka masła
          szczypta sody oczyszczonej
          szczypta soli

Kaszę jaglaną zalałam wodą i doprowadziłam do wrzenia. Gotowałam na średnim ogniu do momentu często mieszając, by kasza lepiej się rozgotowała (pech chciał, że zepsuł mi się blender, więc musiałam sobie z nią poradzić w ten sposób - jeżeli macie go pod ręką, wystarczy po ugotowaniu kaszy zmiksować ją lekko). Po ugotowaniu odstawiłam ją bez przykrywki na bok, by ostygła. Szpinak wyłożyłam na sitko i przelałam wrzącą wodą, a następnie przepłukałam zimną i bardzo dokładnie odcisnęłam. Do przestudzonej kaszy dodałam jajko, stopione masło, sodę i sól i wymieszałam je ze sobą. Na koniec dodałam szpinak i lekko połączyłam go z masą, którą następnie przełożyłam do foremek na muffiny. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekłam przez godzinę.

          365 dni temu
365 dni temu jadłam owsiankę, 365 dni temu ostatni raz sprzątałam w moich szafkach. Nie- nie chcecie wiedzieć, jak wyglądają teraz. Może to najwyższy czas, by ponownie je odświeżyć?

4 sierpnia 2013

337. WŁOCHY: frittata

Frittata z parmezanem, szynką parmeńską i szpinakiem

Frittata to włoska odmiana omletu, jednak - co ciekawe - pierwotnie nazwa ta nie była zarezerwowana wyłącznie dla omletu właśnie, a wszystkich dań ze smażonych jajek przygotowanych na patelni, więc także jajecznicy czy jajek sadzonych. Jest to typowe danie cucina povera, czyli kuchni biednej, prostej i niewyszukanej, dawniej serwowane w uboższych włoskich domach. Jednak nie nazywałabym tego dania biednym, bo jest bogate w naprawdę mnóstwo smaków i aromatów. Do masy jajecznej, która jest podstawą i tak naprawdę jedynym stałym elementem frittaty, dodaje się dowolne składniki - sery, np. ostry parmezan czy delikatną w smaku, bardziej zwartą ricottę, rozmaite sezonowe warzywa, których we Włoszech nigdy nie brakuje, a w bogatszej wersji także wędliny, jak np. szynkę parmeńską, pancettę czy wołową bresaolę. Szczególną odmianą frittaty jest frittata di pasta, którą kiedyś przygotowywało się z pozostałym z obiadu makaronem spaghetti. We Włoszech jada się ją częściej w porze popołudniowej jako lekką kolację, jednak idealnie sprawdza się też jako sycące na długie godziny śniadanie. A Wy - próbowaliście frittaty? A jeśli tak, to jakie są Wasze ulubione dodatki do tego dania?

          WŁOCHY: frittata

          3 jajka
          dwie garści świeżego szpinaku (ok. 100 g)
          dwa plastry szynki parmeńskiej
          duży kawałek parmezanu (ok. 50 g)
          łyżeczka oliwy z oliwek
          szczypta soli
         +opcjonalnie pieprz lub inne przyprawy

Nastawiam piekarnik na 200 stopni. Kiedy się nagrzewa, wbijam do miski jajka, rozbełtuję je widelcem i dodaję starty na dużych oczkach parmezan, porwaną na mniejsze kawałki szynkę parmeńską i przesmażony ze szczyptą soli na oliwie z oliwek i odciśnięty z nadmiaru wody szpinak; mieszam dokładnie wszystkie składniki. na żeliwnej patelni rozgrzewam łyżeczkę oliwy z oliwek i wylewam na nią przygotowaną masę. Smażę na średnim ogniu przez 5 minut, by jajka częściowo się ścięły. Następnie wstawiam patelnię do piekarnika pod grzałkę i zapiekam przez kolejne 20 minut, dopóki omlet nie zetnie się całkowicie i nie zarumieni.

PS: Chodźcie na fanpejdża po zdjęcie tego cuda w przekroju!

30 lipca 2013

332. +słowo o zmianach na blogu i w moim życiu

Tosty francuskie* smażone na maśle klarowanym ze szpinakiem z kurkami i czosnkiem


      Zdecydowanie za dużo ostatnimi czasy piekę chleba. Przyszedł więc i czas na recykling.

(bardzo długie) PS (które post scriptum wcale nie jest): Od przyszłego tygodnia postanowiłam powrócić do początkowej idei, jaka przyświecała temu blogowi, kiedy go zakładałam, a więc do tematyki stricte śniadaniowej. Poranne zamotanie nigdy nie było blogiem kulinarnym, natomiast dzielenie się przepisami, o które często sporo osób prosiło do tej pory w komentarzach, było tylko i wyłącznie przejawem mojej dobrej woli. Najprawdopodobniej wyłączę też możliwość komentowania, więc wpisy pojawiające się na blogu będą służyć innym po prostu jako ewentualna luźna inspiracja.
Przykro mi, ale ostatnie dni nadszarpnęły moje nerwy dość solidnie, więc nie zamierzam ich jeszcze narażać w i tak niewdzięcznej blogosferze. Tak, mam babcię w szpitalu, po dwóch latach leczenia hormonalnego najpewniej będę w przyszłości bezpłodna, a do tego czuję, że poniosłam największą porażkę w swoim życiu, bo moja własna matka okazuje się mieć bulimię, a ja nie mam najmniejszego pojęcia, co w tej sytuacji zrobić. Nie mam czasu, żeby wyrwać sobie brwi, by nie wyglądać jak Frida Kahlo, ale oczywiście dzielnie siedzę i niestrudzenie wertuję całą blogosferę, żeby tylko przywłaszczyć sobie czyjś (notabene niezwykle odkrywczy) przepis i zebrać za niego oklaski.
Pozdrawiam życzliwych.

*z domowego chleba pełnoziarnistego na pszennym zakwasie z płatkami pszennymi i sezamem

25 lipca 2013

327. pizza na śniadanie

Pełnoziarnista pizza z semoliną z awokado, szpinakiem i jajkiem sadzonym

No dobrze. Pizza siedzi w piekarniku, więc teraz kilka słów wyjaśnień odnośnie mojej obecności (a może raczej częstszej nieobecności) na blogu. Wiem - narobiłam sobie sporo zaległości, jednak czytam wszystkie komentarze i maile, choć nie zawsze znajdę już czas na odpowiedzenie na nie. Staram się jednak mimo wszystko sukcesywnie robić to nawet te kilka postów do tyłu. Proszę, nie traktujcie tego w żadnym wypadku jako oznakę ignorancji z mojej strony. Każdy ma albo prędzej czy później będzie miał w życiu taki okres, kiedy wszystko wali się na głowę i szybko trzeba wtedy przewartościować swoje priorytety.
To, że jednak na wszystkie komentarze nie odpisuję, nie znaczy, że ich nie widzę. Właściwie to tylko one stanowią dla mnie ostatnio jakąkolwiek motywację do dodawania kolejnych wpisów, więc nawet, jeżeli czasem pozostawione są bez odpowiedzi - są dla mnie naprawdę ważne. W jednym z nich pojawiła się ostatnio idea stworzenia rankingu moich ulubionych śniadań i muszę szczerze przyznać, że bardzo mi się ten pomysł spodobał (dziękuję!). Od kilku dni chciałam już o tym napisać, ale zawsze akurat znajdowało się coś ważniejszego. Chciałabym jednak podchwycić ten pomysł i rzeczywiście stworzyć na blogu taki ranking, może składający się jeszcze dodatkowo z listy śniadań, które to Wam najbardziej przypadły do gustu? I ma ktoś w ogóle pomysł, jak można by taki ranking Waszych ulubionych śniadań (może w formie jakiejś sody, ankiety?) zorganizować? Za wszelką pomoc będę naprawdę wdzięczna i... chyba moja pizza już gotowa! (;
Dziękuję Wam zatem za wszystkie komentarze inspirujące kulinarnie i nie tylko i... oby do kolejnego takiego bardziej wylewnego wpisu, kiedykolwiek znowu nastanie... (;


PIZZA PEŁNOZIARNISTA
(1 porcja)

     ciasto
     45 ml letniej wody
     45 g mąki pszennej 
     pełnoziarnistej
     15 g mąki pszennej 
     tortowej
     15 g semoliny
     łyżka oliwy z oliwek
     pół łyżeczki cukru 
     trzcinowego
     pół łyżeczki drożdży 
     suszonych
     szczypta soli

     ok. 200 g szpinaku 
     świeżego albo
     mrożonego w liściach
     pół awokado
     ząbek czosnku
     jajko
     szczypta soli
     +świeżo zmielony
     pieprz do podania

Obie mąki i semolinę przesiewam do miski, dodaję suszone drożdże, cukier trzcinowy, sól i oliwę z oliwek i stopniowo dolewając wody, zaczynam mieszać wszystkie składniki łyżką. Kiedy lekko się połączą, przechodzę do wyrabiania ich dłońmi i robię to przez 10 minut, dopóki ciasto nie będzie gładkie i bardzo plastyczne. Formuję z niego kulę, którą umieszczam w misce i odstawiam do wyrośnięcia na 40 minut. Po upływie tego czasu ponownie zagniatam ciasto, a następnie rozwałkowuję z niego spód do pizzy. Układam go na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiam na kolejne 20 minut. W tym czasie na patelni odparowuję nadmiar wody ze szpinaku dusząc go z odrobiną soli. Awokado rozgniatam widelcem, doprawiam szczyptą soli i dodaję do niego starty ząbek czosnku. Powstałą pastą smaruję spód pizzy. Tuż przed wstawieniem do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na warstwie z awokado układam szpinak, tworząc wgłębienie wielkości jajka w środku. Wstawiam blachę do piekarnika i piekę przez 10 minut, po czym wyjmuję ją, na środek pizzy wbijam jajko i dopiekam przez kolejne 10 minut. Pizzę podałam ze świeżo zmielonym pieprzem.

19 maja 2013

260.

Grzanki z domowej bułki wieloziarnistej z pancettą i parmezanem, smoothie szpinak-banan-awokado

Dzisiaj podobno Światowy Dzień Pieczenia, więc upieczone już co prawda bułeczki wrzucam rano do piekarnika, by przynajmniej je zapiec.

Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że będzie mi aż tak brakować biegania. Kiedy moja naderwana kostka lekko odpuściła, od razu wskoczyłam w conversy (nowe buty biegowe dostanę pewnie dopiero na dzień dziecka, bo stare zakończyły swój żywot już zeszłej jesieni, a w zimowych, ocieplanych bym się ugotowała). Za pierwszym razem czułam się, jakbym wydostała się z jakiegoś więzienia - biegłam przed siebie, całą sobą ciesząc się odzyskaną wolnością. Mam wrażenie, że wyglądałam wtedy mniej więcej tak:


Biegając nigdy nie słucham muzyki. Strasznie się wtedy męczę (nie, nie fizycznie). Bieganie to najlepszy czas, jaki mogę poświęcić samej sobie. Wyruszając przed siebie dokładnie przyglądam się wszystkiemu, co mnie otacza, mam szansę zwrócić uwagę na to, co normalnie umyka moim zmysłom. Nie wiem, czy to możliwe, ale wczoraj, kiedy biegłam, mimo kataru dosłownie czułam zapach kwitnących przy drodze poziomek. Rzucając cały czas na pobocze zużyte chusteczki wyglądałam pewnie, jakbym znaczyła sobie drogę, na wypadek, gdybym się zgubiła. (; Brakowało mi tego. Bardzo mi brakowało tej wolności, możliwości zastanowienia nad wieloma rzeczami właśnie w trakcie biegu. Ale - nie zapeszając - wracam do gry!

2 stycznia 2013

123.

Omlet ze szpinakiem

Zrobiło mi się przykro. Tak strasznie przykro. Chyba żałuję jednak, że przespałam Sylwestra. Nie chodzi nawet o to, jak spędziłam ten wieczór, ale o sam fakt, że poszłam spać, mimo że mama prosiła mnie, żebym chociaż obejrzała z nią fajerwerki. Moi rodzice nie wychodzą nigdy na Sylwestra, bo co roku pracują w ten wieczór do późna. Kiedy byłam młodsza, zawsze czekałam na nich, żeby choć trochę czasu móc spędzić razem - oglądając te beznadziejne imprezy w telewizji, a zaraz po północy na spacerze, wpatrując się w niebo. Raz jednak tata zrobił mi ogromną przykrość tego wieczoru (śmieszne, bo już nawet nie pamiętam, co to było) i od tamtego czasu nawet nie czekam w Sylwestra do północy. Teraz jednak zaczynam żałować, że już chyba nigdy nie będzie tak, jak kiedyś. A nawet, jeżeli mogłoby być, to na kolejny taki dzień muszę póki co poczekać jeszcze 364 dni.

Mój tok myślenia: nie przytyłam w święta, to przytyję po świętach. Muszę ograniczyć tę ohydną fruktozę. Zwłaszcza po 21 wieczorem.

20 grudnia 2012

110.

Grzanki z chleba żytniego z masłem orzechowym, smoothie (szpinak, gruszka, jabłko, sok z cytryny)

13 grudnia 2012

103.

Jajecznica na maśle ze szpinakiem i domowym obwarzankiem

Ze szpinakiem, za to bez czosnku. To nie byłoby jednak dobre posunięcie, zwłaszcza, że wybieram się zaraz do kina. Idziemy w ramach lekcji historii i jednocześnie spóźnionych Mikołajek na "Pokłosie". Pani zapowiedziała, że nie ma mowy o żadnym jedzeniu w trakcie tego filmu, więc wrzucam do torby butelkę z maślanką z owocami leśnymi, które zalegały w zamrażarce i wychodzę na tramwaj.

18 listopada 2012

78. +wczorajszy jadłospis

Brownies scone, smoothie szpinakowo-kokosowe

Jadę zaraz na zakupy, a Was zostawiam z moim wczorajszym jadłospisem. Czyli "what I ate Saturday". No właśnie - co Wy na to, żebym na przykład co sobotę zamieszczała taki jadłospis? Jeżeli bylibyście zainteresowani, chętnie robiłabym w weekendy takie fotorelacje. (;

Gruszka z cynamonem i masłem orzechowym pieczona w cieście drożdżowym

Owsiane cynamonowe gofry z masłem orzechowym i winogronami

Lasagne ze szpinakiem i wędzoną mozzarellą

Tzatziki z ricotty z grzankami z chleba żytniego

27 października 2012

56.

Pełnoziarniste szpinakowe gofry z ricottą z mleka owczego i pieprzem



Dzisiaj waga okazała się nie być tak łaskawa jak tydzień temu. Z niemałym wysiłkiem pokazała niepodparte niczym 46,1 kg. Po wczorajszym sekstylionie pochłoniętych kalorii, zwieńczonym odkryciem jednego z najlepszych połączeń smakowych, jakie było dane mi jeść. Żytnie tosty z masłem orzechowym, wędzoną mozarellą i zielonymi oliwkami chyba jednak mimo wszystko nie przyspieszają metabolizmu. Narastająca frustracja posunęła mnie do dodania większej ilości mąki i mleka do ciasta na gofry. W tej materii to mój kompletny debiut, bo udało mi się w końcu wyprosić u mamy zakup gofrownicy. Po zjedzeniu długo szukałam odpowiedniego słowa na ich opisanie; najbardziej zbliżone jest chyba określenie "idealne", choć i tak nie wyraża do końca geniuszu ich prostoty. To więcej niż pewne, że w najbliższym czasie w porze śniadaniowej gofry jeszcze nieraz tu zagoszczą.



SZPINAKOWE GOFRY

          75 g mąki pełnoziarnistej
          50 ml mleka
          jajko
          łyżeczka oleju z orzechów włoskich 
          (tutaj można użyć dowolnego tłuszczu)
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli
          garść szpinaku

Do miski dodaję mąkę, jajko, olej, sodę i sól, mieszam dodając stopniowo mleko, aby otrzymać ciasto o stosunkowo gęstej konsystencji (nie wiem, ile go dokładnie dodałam, ale tak na oko powinno być mniej więcej 50 ml - najpierw trzy solidne łyżki do ciasta wieczorem i przed smażeniem rano jeszcze jedną, żeby je lekko rozrzedzić, bo otręby z mąki wchłonęły trochę wody przez noc). Umyty szpinak rwę na mniejsze kawałki i dodaję do ciasta, całość mieszam do połączenia i smażę w dobrze nagrzanej gofrownicy.

OBSERWUJĄ