Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko kokosowe. Pokaż wszystkie posty

5 stycznia 2014

491. pora przeprosin

Jednoporcjowy kokosowy sernik z jagodami

Chyba właśnie nadszedł ten czas w roku, kiedy w końcu pora przeprosić się z mrożonymi owocami. W otchłani zamrażarki przy okazji szukania świnki na wczorajszy obiad, znalazłam również resztkę jagód - własnoręcznie zbieranych (no dobra - nie przeze mnie, rzecz jasna, bo ktoś we wakacje musiał dzień w dzień odwiedzać babcię w szpitalu, ale przez przemiłą sąsiadkę). Muszę też przyznać, że jednoporcjowych serników nigdy nie uważałam do tej pory za swoją domenę i nawet nie starałam się nigdy rywalizować o tytuł (cytując klasyka) "serniczkowej bogini". Jakkolwiek przez święta, na które nie udało mi się niestety upiec żadnego domowego sernika, nazbierałam na nie mnóstwo różnych pomysłów. Kto wie zatem, czy niedługo nie zrobię sobie nawet małego śniadaniowego, proteinowego maratonu.

SERNICZEK KOKOSOWY
(1 porcja)

          200 g twarogu sernikowego
          50 ml mleczka kokosowego
          10 g mąki ziemniaczanej
          białko jajka
          łyżka cukru trzcinowego
          łyżka wiórków kokosowych
          szczypta soli
          garść jagód
          +jagody do podania

Twaróg, mleczko kokosowe, białko, mąkę, cukier i sól umieściłam w misce i zmiksowałam na gładką masę. Następnie przelałam ją do kokilki wyłożonej papierem do pieczenia i wygładziłam łyżką powierzchnię, którą posypałam wiórkami kokosowymi, na których umieściłam mrożone jagody. Wstawiłam sernik do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zmniejszyłam temperaturę do 120 stopni. Piekłam sernik przez godzinę, po czym studziłam przy otwartych drzwiczkach piekarnika. Po ostygnięciu wyjęłam go z formy i wstawiłam na noc do lodówki.

4 stycznia 2014

490. kokosowe chmurki

Banany w pełnoziarnistym kokosowym cieście

Delikatne i lekkie ciasto otulające rozpływające się w ustach banany, czyli jedzeniowy recykling po raz kolejny, tym razem w iście królewskiej wersji. Ostatnimi czasy naszła mnie ogromna ochota na kogel mogel, czego efektem jest dziewięć białek czekających w lodówce na zużycie. Są więc i banany w cieście, a będą dzisiaj jeszcze pewnie bezy i omlet biszkoptowy.

BANANY W KOKOSOWYM CIEŚCIE
(1 porcja)

          dwa banany
          60 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          60 ml mleczka kokosowego
          60 g białek
          dwie łyżki wiórków kokosowych
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

Mąkę przesiałam do miski, dodałam sodę, wiórki i mleczko kokosowe i połączyłam ze sobą składniki. Następnie ze szczyptą soli ubiłam białka na sztywną pianę, którą stopniowo dodawałam do ciasta, miksując je mikserem na małych obrotach. Oba banany przecięłam wzdłuż na pół. Na rozgrzaną patelnię wylewałam po łyżce ciasta, na którym układałam po połówce banana i pokrywałam kolejną porcją ciasta. Kiedy na brzegach pojawiły się pęcherzyki powietrza, przewróciłam banany na drugą stronę i smażyłam jeszcze przez chwilę.


3 stycznia 2014

489. nuta egzotyki

Ryż jaśminowy na mleku i mleczku kokosowym z papają karmelizowaną w miodzie na oleju kokosowym
vegan: miód -> cukier trzcinowy

That what you fear the most could meet you halfway.

8 listopada 2013

433. na pożegnanie


Maliny z kokosowo-owsianą kruszonką i ubitym mleczkiem kokosowym

Pożegnanie malin, bo to już chyba ostatnie, które udało mi się zdobyć w tym roku. I po raz kolejny owsiana kruszonka - co jak co, ale to moja ulubiona i do wszelkiego rodzaju crumble innej nie chcę!

WEEKENDOWY PRZEGLĄD FILMOWY vol. 2: "Full Metal Jacket"

      Dzisiaj chcę napisać o filmie, którego temat był tutaj wałkowany już kilka razy przy okazji wszelkich nominacji do różnych tagów, warto byłoby więc w końcu go jakoś podsumować.
Z filmami mam tak, że albo mogę je oglądać bez końca, albo po obejrzeniu filmu już do niego nie wracam. Nie wracam zwykle z dwóch powodów, które są sobie tak różne, jak odległe bieguny północny i południowy. Pierwszy powód jest prozaiczny i zakładam, że nie jest to tylko moja przypadłość - jeżeli film jest po prostu zły, nudny albo zwyczajnie nie zrobił na mnie takiego wrażenia, bym chciała obejrzeć go ponownie - po prostu o nim zapominam. Drugi z nich jest bardziej przewrotny. Zdarzają się bowiem takie filmy, które robią na mnie wrażenie tak duże, że również nie jestem w stanie obejrzeć ich drugi raz. Nie potrafię, a może nie chcę - w obawie, że po kolejnym seansie będę patrzeć na film zupełnie inaczej. Że uświadomię sobie jego błędy, że okaże się wcale nie być tak wspaniały, jaki wydał mi się za pierwszym razem, że zniknie gdzieś ta cała magia. Jednym z takich filmów jest właśnie "Full Metal Jacket" Stanleya Kubricka z 1987 roku, jego przedostatnie i moim zdaniem najlepsze dzieło (no dobra, na równi z "Dr Strangelove"). Zauważam jednak tendencję, że ta przypadłość dotyczy w moim przypadków raczej filmów trudnych - podobnie nie odważyłam się do tej pory sięgnąć ponownie chociażby do "Underground" Kusturicy, który niezależnie od tego pozostaje w gronie moich ulubionych filmów, w którym jest również "Full Metal Jacket". Nieraz pisałam również, że filmy wojenne to nie jest moja bajka. Co innego westerny (o tym jednak innym razem), ale filmy wojenne to coś, czego nie potrafię zdzierżyć, a czym byłam katowana w dzieciństwie do znudzenia, bo mój ojciec jest zaś ich ogromnym fanem. Ale dobry film nie podlega żadnym gatunkom, ramom, kategoriom. Dobry film to po prostu dobry film. Pojęcie dobrego, czy nawet wybitnego filmu jest również kwestią bardzo subiektywną, ale od czasu zobaczenia "Full Metal Jacket" film ten stał się dla mnie niemal jego definicją. Dzieło Kubricka ma moim zdaniem wszystko, co taki obraz najwyższych lotów zawierać powinien - "Pełny magazynek" trzyma w napięciu, jest niekonwencjonalny i pozostawia coś więcej niż tylko zarys fabuły. Skłania do refleksji i jeszcze na długie godziny pozostawia wbitym w fotel.
Jeżeli nie boicie się takich filmów (a czasem warto obejrzeć coś ambitniejszego), to mogę Wam szczerze polecić właśnie "Full Metal Jacket". A na zachętę możecie obejrzeć fragment, który najlepiej zapamiętałam z całego filmu i który jest chyba jednym z najlepszych, a jednocześnie idealnie ukazuje również granicę pomiędzy dwoma tak różnymi światami.




PS: Opinie w Weekendowym Przeglądzie są subiektywne - na kinie się nie znam, a przynajmniej nie do tego stopnia, by uważać się za krytyka filmowego, zatem wolę już teraz uprzedzić potencjalne obruszenie fanów (fana :)) "Incepcji". Nie, nie mam gustu.

23 października 2013

417. pumpkin's home!

Kasza jaglana uprażona na oleju kokosowym z dynią, cynamonem, rodzynkami, mleczkiem kokosowym i miodem
vegan: miód -> syrop klonowy

Nigdy chyba nie zrozumiem niektórych rzeczy z moją wrażliwością bobra rzecznego.
Pomysł troszkę ukradziony Oli. Ale tylko troszeczkę, więc ciii!

PS: Gotowi na jeszcze więcej dyni? :)


21 października 2013

415.

Kukurydziane kokosowe pancakes z ubitym mleczkiem kokosowym i malinami

       
Melduję, że burak morderca miał wczoraj dla mnie serce. Oby dzisiaj mieli je także nauczyciele w szkole.
A co do placków - to jedne z najdłużej odwlekanych, bo pomysł na nie zrodził się w mojej głowie mniej więcej rok temu i od tamtego czasu do dzisiaj ciągle jeszcze figurowały na szarym końcu mojej listy "to do".


KOKOSOWE PLACKI KUKURYDZIANE
(1 porcja)

    60 g mąki kukurydzianej
    50 ml mleczka kokosowego
     jajko
     łyżka wiórków kokosowych
     pół łyżeczki sody 
     oczyszczonej
     szczypta soli

Mąkę przesiewam do miski (z kukurydzianą zawsze warto to zrobić), wbijam jajko, dodaję wiórki kokosowe, sodę i sól i łączę je ze sobą. Stopniowo dolewam mleczka kokosowego mieszając ciasto łyżką. Smażę placki na patelni teflonowej na średnim ogniu z obu stron.

20 października 2013

414. burak morderca

 Buraczane kluski z ubitym mleczkiem kokosowym i wiórkami kokosowymi

Po moich ostatnich (sprzed prawie roku) doświadczeniach z burakiem przydadzą się kciuki, by dzisiejsze śniadanie się przyjęło. Oby burak morderca miał dla mnie dzisiaj serce.


BURACZANE KLUSECZKI
(1 porcja)

          puree ze 120 g ugotowanego buraka
          60 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          30 g mąki pszennej tortowej*
          łyżeczka cukru trzcinowego
          szczypta soli

Do zblendowanych 120 g ugotowanego buraka dodaję cukier, sól i stopniowo dosypując mąki zagniatam ciasto dłońmi dopóki nie przestanie być klejące, ale pozostanie miękkie. Omączonymi dłońmi na wysypanym mąką blacie formuję z ciasta wałeczki o średnicy ok. 1 cm, który tnę nożem na mniejsze kawałki. Wrzucam kluski na gotującą się, lekko osoloną wodę i gotuję do wypłynięcia na powierzchnię. Podałam z ubitym mleczkiem kokosowym i wiórkami.

*można użyć wyłącznie jasnej albo pełnoziarnistej

6 września 2013

370. +20 faktów o mnie


       

MELONOWA TAPIOKA
(1 porcja)

     pół dużego melona 
     cantaloupe (300 g)
     150 ml wody
     60 g tapioki
     łyżeczka miodu
     szczypta soli
     +mleczko i wiórki
     kokosowe do podania

Melona obieram, kroję na mniejsze kawałki i umieszczam w garnku, w którym dokładnie go blenduję. Wsypuję tapiokę, mieszam i odstawiam na kilka minut. Następnie dolewam 50 ml wody i doprowadzam zawartość rondelka do wrzenia. Zmniejszam ogień i często mieszając gotuję tapiokę pod przykryciem, dopóki perełki nie będą przeźroczyste, stopniowo dolewając pozostałe 100 ml wody. Na koniec gotowania dodaję łyżeczkę miodu (raczej konieczna, bo bez słodzenia cantaloupe smakuje bardziej jak bataty). Przygotowałam tapiokę wieczorem i odstawiłam na noc, zaś rano dolałam jeszcze ok. 50 ml wody i podałam z mleczkiem kokosowym* i wiórkami.

Melonowa tapioka z mleczkiem kokosowym i wiórkami kokosowymi
vegan: miód -> cukier trzcinowy

*dużo go było, bo po zrobieniu zdjęć tapioka wylądowała w poczciwej, niezawodnej miseczce

Dzisiaj dodaję też odpowiedź na tag "20 faktów o mnie". Dziękuję wszystkim osobom, które mnie nominowały (bo było ich kilka, już teraz nawet nie pamiętam :D). Sama nie nominuję nikogo, bo osoby, które chciały, na pewno już dawno wzięły udział w zabawie, a na pozostałych nie chcę wywierać presji. :D

1. Jestem leworęczna.
2. Mam w ciele tylko dwa kolczyki, ale bynajmniej nie są to standardowe przekłucia uszu - jedną dziurkę mam w chrząstce lewego ucha, drugą w prawym płatku nosa.
3. Mam nieregularną ilość żeber, co niestety widać gołym okiem.
4. Do mojej muzycznej świętej trójcy należą David Bowie, Maynard James Keenan i John Frusciante. Szkoda, że do tej pory mieli okazję pracować ze sobą tylko raz:



5. Mam całe 162 cm wzrostu.
6. Uwielbiam lata 80-te. Chętnie zamieniłabym się z moją mamą na czasy, w których przyszło nam dorastać.
7. Nigdy nie czułam się w swoim ciele tak dobrze, jak teraz.
8. Od dwóch miesięcy jestem mamą. Moje dwa powody do dumy mają niezbyt wymyślne imiona - "pszenny" i "żytni" i są rasy zakwas.
9. Gdybym była chłopcem, miałabym na imię Samuel.
10. Uwielbiam cmentarze.
11. Kiedy byłam dzieckiem, (chyba telepatycznie) zawsze przeczuwałam, kiedy odwiedzi nas mój zmarły 12 lat temu wujek. Ten lepszy z dwóch synów babci.
12. Mogę obchodzić imieniny 62 razy w roku.
13. Z opowiadań babci: mam w rodzinie dwóch profesorów, zaś jej wujek jeździł przy Piłsudskim i jego Kasztance.
14. Trzeci rok nie mieszkam już z rodzicami, a drugi mam już własne mieszkanie.
15. Kiedyś byłam dosłownie uzależniona od jabłek, teraz zaś nie wyobrażam sobie dnia bez co najmniej jednej solidnej łyżki masła orzechowego.
16. Najprawdopodobniej na maturze będę zdawać polski, angielski, geografię i WOS, no i tę nieszczęsną podstawę z matematyki.
17. Jedynymi meblami w moim pokoju są biurko, krzesło i goły materac. Z rzeczy "niemeblowych" znalazłam w kącie zwłoki pająka wielkości kciuka.
18. Pierwszego papierosa wypaliłam w wieku 4 lat. I ostatniego.
19. Uwielbiam szminki. Noszę wszystkie kolory - od czerwieni, przez koral, odcienie nude, po samą purpurę.
20. Jestem największym hejterem w tej galaktyce!


21 czerwca 2013

293.

Płatki owsiane na mleczku kokosowym z awokado, wiórkami kokosowymi i migdałami blanszowanymi

Zaraz, zaraz, to ja odpowiedziałam już na wszystkie nominacje do Liebster Blog? Chyba w końcu udało mi się uporać ze wszystkimi pytaniami od Was. Postaram się w weekend wymyślić jakieś pytania i podać hurtowo zaległe nominacje za te jakieś dziesięć tagów, o ile nikt nie zaskoczy mnie do tej pory kolejną nominacją. (;
I jeszcze siedem śniadań i jakby to rzekła Ewa Chodakowska - będzie "po krzyku"!

23 maja 2013

264.

Płatki owsiane na mleczku kokosowym z wiórkami kokosowymi i karmelizowanym ananasem

7 tagów - seriously?!

13 maja 2013

254.

Pełnoziarniste cukiniowo-kokosowe placki z mleczkiem kokosowym

Uwielbiam wstawać tak wcześnie rano, uwielbiam szykować sobie i mamie "wyprawkę" na drogę (tym razem marchewkowe placuchy z masłem orzechowym), uwielbiam tę godzinną drogę, kiedy mamy czas tylko dla siebie (i fotoradarów), kiedy spontanicznie zatrzymujemy się w szczerym polu, żeby nazbierać kwiatków do mieszkania i kiedy nawet cisza nie jest krępująca. Zakupy zaliczone, a bilans jest następujący:
     - dużo jedzenia, sporo ubrań, trochę sprzętu kuchennego

     - ciągle jeszcze mieszczę się w rozmiar s, chociaż w najpiękniejszą na świecie sukienkę (którą w końcu kupiłam) musiałyśmy z mamą mnie upychać
     - pani w Organic Farmie Zdrowia chciała mnie oje... oszukać (Fabi! :*) wydając 20 groszy z pięćdziesięciozłotówki
     - zaopatrzyłam się w tapiokę dla Darii
     - muszę z powrotem zapieprzać do Oysho, żeby wymienić biustonosz, który kupiłam, bo okazało się, że chyba urosły mi cycki i rozmiar, który zwykle tam kupowałam jest skandalicznie za mały

Te placki to zdecydowanie jedne z najlepszych, jakie do tej pory jadłam. I chociaż ostatnio jestem cały czas człowiekiem-plackiem (opcjonalnie człowiekiem-naleśnikiem), powtórzyłabym je bez wahania. 
A teraz proszę, zbijcie mnie wszyscy po łapkach, bo jak tak dalej pójdzie, to z tak wyglądającą twarzą raczej się w tym miesiącu nie spotkamy.

CUKINIOWO-KOKOSOWE PANCAKES

          ok. 120 g cukinii
          60 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          50-75 ml mleczka kokosowego (nie 
          pamiętam już, ile dokładnie go było)
          jajko
          łyżka wiórków kokosowych
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

Umytą cukinię ścieram na tarce o dużych oczkach, lekko solę i odstawiam na jakiś czas, by puściła sok. Odciskam ją, i dodaję wiórki kokosowe i odstawiam jeszcze na chwilę (zostawiłam ją z wiórkami na całą noc, dopiero rano dodałam pozostałe składniki). Dodaję mąkę, jajko i sodę, a następnie stopniowo dolewam mleczko kokosowe do uzyskania ciasta o odpowiedniej konsystencji. Smażę placki na patelni teflonowej na średnim ogniu z obu stron.

11 maja 2013

252.

Bananowo-kokosowe pancakes z mleczkiem kokosowym

Jako że długi weekend dobiega już dla mnie końca, chciałam wykorzystać ostatnie leniwe, domowe śniadanie jak najlepiej. Niestety trochę sobie dzisiaj pospałam - budzik nie zadzwonił (a może zadzwonił, tylko nieprzytomna zaraz go wyłączyłam?), a ja obudziłam się 20 minut przed dziesiątą. Na dzisiejsze śniadanie miałam zupełnie inne plany, ale zanim bym je przygotowała, przy okazji w trakcie jego robienia zniknęłoby pewnie pół lodówki. I przyznam, że zwykłe placki już trochę mi się znudziły, dlatego postanowiłam zrobić dzisiaj coś odrobinę odbiegającego od wszystkich tych, które zwykle goszczą u mnie na blogu. No właśnie - czy to jeszcze placki, czy już naleśniki? Nie to jest jednak najważniejsze, bo smakowały wspaniale. Zupełnie nowy smak, a jakoś dziwnie znajomy. Może smakowały mi tak bardzo dlatego, że strukturą przypominały naleśniki, które mama smażyła mi w dzieciństwie?

PANCAKES BANANOWO-KOKOSOWE

          duży banan
          50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          75 ml mleczka kokosowego (dum dum dum! 
          w tym momencie umarła moja waga kuchenna, 
          więc ilość jest podana orientacyjnie)
          jajko
          szczypta sody oczyszczonej
          szczypta soli
          +mleczko kokosowe do podania

Banana rozgniatam widelcem na gładką masę (można go też po prostu zblendować), dodaję pozostałe składniki i mieszam je do osiągnięcia gładkiego ciasta o konsystencji gęstej śmietany - odrobinę gęstszej, niż na naleśniki. Smażę pancakes na patelni teflonowej na małym ogniu (bananowe mają tendencję do przypalania się) z obu stron.

18 kwietnia 2013

229.

Tapioka na mleczku kokosowym z sosem truskawkowym

KOKOSOWA TAPIOKA

          150 ml mleczka kokosowego
          150 ml wody
          50 g tapioki
          szczypta soli
          +opcjonalnie jakieś słodzidło (dla mnie zbędne, 
          zdecydowanie bardziej nadużywam w kuchni soli)

Tapiokę wsypuję do rondelka i zalewam wrzątkiem, odstawiam pod przykryciem na co najmniej 10 minut, by odrobinę napęczniała. Dodaję sól i mleczko kokosowe (i ewentualnie jakieś słodzidło; dla mnie jednak lekko osolona tapioka z naturalną słodyczą mleczka kokosowego jest wystarczająco słodka) i gotuję tapiokę przez 20 minut na małym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po upływie tego czasu wyłączam ogień i odstawiam przykryty pokrywką rondelek na kolejne 20 minut (a przynajmniej 10; ja przygotowałam tapiokę wieczorem i odstawiłam na całą noc), by perełki tapioki stały się całkowicie przeźroczyste i by zgęstniała jeszcze bardziej. Podaję z sosem przygotowanym z truskawek (użyłam mrożonych, bo zamrażarka już ledwo się domykała - a w lodówce ciągle zalegają świeże :D), które wrzucam na patelnię, podlewam odrobiną wody i duszę przez 2-3 minuty na dużym ogniu, by zmiękły i puściły sok. Jeżeli truskawki są duże, dzielę je łyżką na mniejsze kawałki. Sos jest gotowy, gdy większość płynu odparuje i powstanie gęsty, truskawkowy syrop.

9 kwietnia 2013

220.

Pełnoziarnisty ryż basmati na mleczku kokosowym z wiórkami kokosowymi i musem z mango

KOKOSOWY RYŻ Z MANGO

          70 g pełnoziarnistego ryżu basmati
          100 ml mleczka kokosowego
          ok. 150 ml wody (tyle, by w sumie razem z 
          mleczkiem kokosowym objętościowo było 
          dwukrotnie więcej płynu niż ryżu)
          dwie łyżki wiórków kokosowych
          szczypta soli
          +pół dojrzałego mango

Ryż wsypuję do wrzącej, osolonej wody, zmniejszam ogień i podgotowuję przez 20 minut, ewentualnie podlewając wodą, gdyby wchłonął ją w całości. Po upływie tego czasu dodaję mleczko kokosowe i dwie łyżki wiórków kokosowych i gotuję jeszcze przez kolejne 10 minut, dopóki ryż nie zgęstnieje. Po ugotowaniu najlepiej odstawić go jeszcze pod przykryciem na minimum 10-20 minut, a nawet na całą noc - ja zrobiłam właśnie tak, a rano dolałam jeszcze odrobinę wody. Podałam z musem, który przygotowałam blendując pół dojrzałego mango z łyżką soku z cytryny.

6 kwietnia 2013

217. smutne naleśniki

Kokosowe naleśniki z kokosowym twarogiem i borówkami

Uff. Właściwie to dobrze, że te trzy dni tak szybko minęły. Z jednej strony powrót do szkoły pozwolił mi choć trochę zapomnieć o tym, co działo się w mojej głowie przez te święta, z drugiej zaś nie zdążył zmęczyć do tego stopnia, bym znowu miała jej dość. Po przepłakaniu praktycznie całej przerwy świątecznej nie miałam właściwie nawet siły, by odpisać na Wasze komentarze. Dziękuję Wam jednak za słowa otuchy, bo wielu z Waszych komentarzy udało się choć odrobinę podnieść mnie na duchu. Nie chcę już wnikać w szczegóły, po raz kolejny wracać do tamtej sytuacji. Będąc tak długo tylko sama ze sobą miałam zdecydowanie za dużo czasu na myślenie. Wspominanie, analizowanie, rozpamiętywanie. Uświadomiłam sobie mnóstwo rzeczy - o niektórych sobie po prostu przypomniałam, inne dotarły do mnie dopiero teraz, co okazało się być dla mnie jeszcze większym ciosem. Mimo że Wielkanoc to okres jedności, wspólnego świętowania, pogłębiłam tylko żal, którym i tak od zawsze i tak hojnie darzyłam rodziców. Dotarło do mnie, jak wiele przez nich nieodwracalnie straciłam. Dzieciństwo, którego tak naprawdę nigdy nie miałam, szansę posiadania zapadających w pamięć wspomnień - i tych lepszych, ale i gorszych, jakąkolwiek zdolność asocjacji. Zdałam sobie sprawę, że zmarnowali potencjał, jaki we mnie niegdyś drzemał i - co gorsza - dopuścili, bym sama podejmowała niewłaściwe decyzje. Właściwie nigdy nie miałam wsparcia z ich strony. Właściwie nigdy de facto ich nie było, choć kiedyś mijaliśmy się codziennie. Wtedy, kiedy potrzebowałam największego wsparcia ze strony mamy, ona przez trzy lata nie dopuszczała do siebie nawet świadomości o mojej chorobie; udawała, że niczego nie widzi ani nie słyszy. Mimo łez spływających nawet w tej chwili po policzkach mogłabym tak pisać w nieskończoność. Nie chcę się jednak dalej nakręcać, a i utrwalać w głowie jeszcze bardziej negatywnego obrazu rodziców. Zresztą nie o wszystkim powinniście przeczytać. Chciałam tylko choć trochę nakreślić Wam moją sytuację. Zostawiona sama sobie na całe święta pomiędzy snem, jedzeniem a toaletą zalewałam się łzami, wspominając, rozmyślając, nawet zagłębiając się w teorie predestynacji, sensu życia czy w końcu istnienia Boga.

Dobrze, że przed napisaniem dzisiejszego wpisu usmażyłam te naleśniki. Miały być migdałowe, ale w końcu mleczko kokosowe ciągle w lodówce. Ostatnie 50 ml wzorowo wykorzystane, cała reszta już pomrożona. A bez mąki kokosowej, odkąd ją odkryłam, już chyba nie wyobrażam sobie życia. (;


KOKOSOWE NALEŚNIKI
(1 porcja, 5 naleśników)

          40 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          10 g mąki kokosowej
          50 ml mleczka kokosowego + woda do uzyskania
          odpowiedniej konsystencji (ok. 100 ml)
          jajko
          szczypta sody oczyszczonej
          szczypta kardamonu
          szczypta soli

Łączę ze sobą wszystkie składniki ciasta i mieszam je trzepaczką do osiągnięcia jednolitej, pozbawionej grudek konsystencji. Smażę naleśniki na patelni teflonowej o średnicy 20 cm na średnim ogniu z obu stron. Podałam je z twarogiem wymieszanym z łyżką mąki kokosowej i borówkami.

3 kwietnia 2013

214.



Będę pewnie jeszcze trochę męczyć mleczkiem kokosowym w najbliższym czasie, bo w lodówce wciąż stoi jego litrowy otwarty karton. A co do batata, to chyba trafiłam na jakiś "wadliwy" egzemplarz, bo miał zupełnie niebatatowy kolor. Czekał już od dłuższego czasu na swoją kolej, więc tak czy inaczej - musiałam go wykorzystać. Jednak przy tych chociażby kluskach dzisiejsze wypadają dość blado, co jednak wcale nie umniejsza im smaku.


GNOCCHI Z BATATÓW

     200 g ugotowanego batata
     50 g mąki pszennej
     pełnoziarnistej
     żółtko jajka
     szczypta soli


Ugotowanego batata miażdżę widelcem i lekko dosalam do smaku. Dodaję żółtko i mąkę i mieszam ciasto łyżką do osiągnięcia jednolitej konsystencji. Zwilżonymi dłońmi formuję kluseczki*, które wrzucam na wrzącą wodę i gotuję do wypłynięcia na powierzchnię.

Pełnoziarniste kluski z batatów z zredukowanym mleczkiem kokosowym, płatkami kokosowymi i miodem
vegan: żółtko w przepisie -> olej, miód -> syrop klonowy


*można to zrobić tradycyjnie - podsypując je mąką, ale moim zdaniem takie wychodzą bardziej kształtne i delikatne w smaku

2 kwietnia 2013

213.

Płatki owsiane na mleczku kokosowym z karmelizowanym bananem

Dziękuję Wam. Naprawdę bardzo mocno Wam dziękuję za wszystkie wczorajsze ciepłe słowa. Obiecuję napisać coś więcej, kiedy w końcu się ogarnę i będę miała na cokolwiek siłę.

30 marca 2013

210.

Orkiszowe kokosowe "ciastko" z bezą

Nie mam pojęcia, kiedy - czy dziś, czy jutro - je się wielkanocne śniadanie, ale chcę z góry uprzedzić wszelkie spekulacje na temat moich rzekomych zaburzeń odżywiania, ewentualnie obsesji dotyczącej jedzenia - w moim domu nie obchodzi się świąt jako takich. Nie mam ich nawet z kim obchodzić, a cała Wielkanoc ogranicza się u mnie jedynie do poświęcenia koszyczka razem z mamą i zjedzenia symbolicznego "śniadania" w ramach obiadu.

Wiem, że ostatnio strasznie zaniedbuję i bloga, i Was. W skrzynce odbiorczej zalega tona maili pozostawionych wciąż bez odpowiedzi. Pamiętam o nich, ale czasem po całym dniu brakuje mi już sił, by napisać cokolwiek w miarę składnego. Sama nie pamiętam, kiedy ostatnio odwiedzałam inne blogi. Może to zwyczajnie wiosenne przesilenie, ale ostatnio jestem po prostu wykończona samą swoją wegetacją (bo trudno to inaczej nazwać).
Mam świadomość, że ostatnio nie dość, że treść moich wpisów ogranicza się wyłącznie do podpisów po zdjęciami, to i ich jakość nie zachwyca. Niestety mój laptop i karta pamięci coraz częściej odmawiają mi posłuszeństwa i bywa, że kiedy próbuję odczytać zdjęcia z karty, laptop robi bezceremonialne "bum" i jeśli dobrze pójdzie, zachowuje się przynajmniej połowa ze zrobionych przed chwilą zdjęć.

A żeby nie było tak do końca depresyjnie, będzie i przepis. Kiedy spróbowałam tych placków, od razu wiedziałam, że z pewnością nie będzie to moje ostatnie śniadanie łączące w sobie mleczko i mąkę kokosową. Żeby jednak nie zamęczać Was już do reszty plackami, pomyślałam o piekarniku - w końcu warto go jak najlepiej wykorzystać, póki jestem w domu. Tak więc narodził się pomysł na pieczone kokosowe "ciastko", zwieńczone puszystą bezą, które zjadłam z idealnie kontrastującą smakowo konfiturą malinową.

KOKOSOWE CIASTKO Z BEZĄ

          75 ml mleczka kokosowego
          50 g pełnoziarnistej mąki orkiszowej
          10 g mąki kokosowej
          jajko
          łyżeczka cukru trzcinowego
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli

          białko jajka
          łyżka cukru trzcinowego
          łyżeczka mąki kokosowej

Obie mąki, jajko, mleczko kokosowe, łyżeczkę cukru trzcinowego, sodę oczyszczoną i sól łączę ze sobą i mieszam do otrzymania jednolitej konsystencji. Przelewam masę do naczynia żaroodpornego wyłożonego papierem do pieczenia. Białko ubijam na sztywną pianę, stopniowo dodając cukier trzcinowy i łyżeczkę mąki kokosowej, cały czas miksując. Ubite na sztywno białko wykładam na przygotowane wcześniej ciasto i wstawiam do piekarnika. Piekę przez 45 minut w 180 stopniach, po 15 minutach zmniejszając temperaturę do 160 stopni i przykrywając ciastko folią aluminiową.

29 marca 2013

209.

Płatki owsiane z marchewką, mleczkiem kokosowym i płatkami kokosa

Dzisiaj w końcu odpowiedzi na tag KuchcikOli, za który naprawdę dziękuję i przepraszam, że pojawiają się tak późno.

1. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z wiosną?
Zdecydowanie wiosenne porządki w ogrodzie. Nie mogę się ich już doczekać!

2. Ulubione danie z makaronem to...
Ostatnimi czasy to sezamowy makaron mie, o którym już tutaj pisałam. Uwielbiam też wszelkie kremowe wariacje na temat makaronu z dodatkiem mascarpone!

3. Jaka książka najbardziej utkwiła Ci w pamięci?
Niekoniecznie ze względu na treść, ale bardziej przez okoliczności, w jakich miałam okazję ją czytać - "Mała Księżniczka" Burnetta. Pamiętam, jak w dzieciństwie czytałyśmy ją z mamą wieczorami, leżąc razem w łóżku. Żałuję tylko, że to jedno z niewielu takich wspomnień z tamtego okresu.

4. Co dokupiłabyś do swojego kuchennego asortymentu?
Z pewnością kolejne naczynie do zapiekania albo jakąś uroczą ściereczkę - ich nigdy za wiele!

5. Co chciałabyś spróbować, a nie miałaś do tej pory jeszcze okazji?
Nasion chia, chociaż zalegają gdzieś w szafce kuchennej, więc to tylko kwestia czasu. (;

6. Jakie kolory przeważają w wystroju Twojego pokoju?
Okropne połączenie beżu i niebieskiego, a do tego drewniane ściany. Niestety - rodzice urządzając dla mnie pokój dziesięć lat temu nie wzięli pod uwagę tego, że nie będą go już w przyszłości remontować.

7. Danie, które kojarzy Ci się z Twoim rodzinnym domem to...
Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to tradycyjnie jedzona przez całą rodzinę na każdą niedzielną kolację pizza. Oczywiście mrożona, z kukurydzą z puszki i dużą ilością sera i uczulającego mnie keczupu, "zapieczona" w mikrofalówce. Okropność, brrr.

8. Jaki jest Twój ulubiony jedzeniowy zapach?
Uwielbiam zapach wszystkiego, co wędzone, opieczonego chleba i dobrej kawy.

9. Jakiej potrawy/deseru najbardziej nie lubisz jeść?
Jeśli czegoś nie lubię, to nie ma dla tego miejsca w moim menu. (;

10. Skąd pomysł na nazwę bloga?
Sama nie wiem, jak przyszedł mi do głowy. Swojego czasu, kiedy czytałam Joe Monstera, pojawiała się tam właśnie seria "poranne zamotanie". Oba "zamotania" mają ze sobą raczej niewiele wspólnego, ale to określenie idealnie pasuje do tego, co dzieje się w mojej kuchni każdego ranka.

11. Co zjadłabyś na szybkie śniadanie?
Niezawodną owsiankę.

12. Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?
Moje lenistwo, ale nie chce mi się już o tym pisać. :D


MARCHEWKOWA OWSIANKA Z KOKOSEM

          duża marchewka albo dwie mniejsze (ok. 150 g)
          60 g płatków owsianych
          szczypta soli
          100 ml mleczka kokosowego
          łyżka płatków kokosowych

Płatki owsiane zalewam wrzątkiem i odstawiam na kilka minut do napęcznienia. Marchewki obieram i ścieram na tarce o małych oczkach. Dodaję ją do rondelka z płatkami, lekko solę i gotuję na wolnym ogniu przez 15-20 minut, by marchewka zmiękła i puściła sok. Przekładam owsiankę do miski i podaję polaną mleczkiem kokosowym i oprószoną płatkami kokosa.


27 marca 2013

207.

Kokosowe placki z borówkami i mleczkiem kokosowym

PLACKI KOKOSOWE Z BORÓWKAMI

          50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
          10 g mąki kokosowej
          75 ml mleczka kokosowego
          jajko
          pół łyżeczki sody oczyszczonej
          szczypta soli
          +garść borówek

Obie mąki, mleczko kokosowe, jajko, sodę i sól łączę ze sobą w miseczce i mieszam do uzyskania ciasta o jednolitej, bardzo gęstej konsystencji (przez dodatek mąki i mleczka kokosowego moje placki można by właściwie formować dłońmi :D). Dorzucam sporą garść borówek i jeszcze raz mieszam. Smażę placki na średnim ogniu na patelni teflonowej z obu stron.

OBSERWUJĄ